Pamiętniki z wakacji 2017 #3

IMG_6929Zauważyłam, że podczas tego wyjazdu zaszła we mnie zmiana: inaczej wchodzę do wody. Do niedawna robiłam to powoli, krok za krokiem, a najgorsze było zamoczenie majtek: wtedy od razu robiło mi się dwa razy zimniej. Ochlapywałam brzuch i ramiona, postępowałam jeszcze kilka kroków w głąb, i dopiero zaczynałam płynąć. W tym roku jednak cały ten cyrk z wchodzeniem chcę mieć jak najszybciej za sobą, optymalnym sposobem jest dla mnie skok, zanurzenie szybkie i pełne. Miast wchodzić dostojnie łagodnym zejściem preferowanym przez małe dzieci i dojrzałe panie, skaczę więc z pluskiem z krawędzi betonowej plaży.

IMG_7451Potem zazwyczaj zaczynam płynąć w stronę dużej żółtej boi. Do samej boi dopłynęłam raz. Po drodze było tyle meduz, że czułam się jak w wielkim garze buble tea, którą kupiłam kiedyś z ciekawości, by przekonać się, że jest potwornie słodka, ale za to wydmuchiwanie kulek przez rurkę sprawia wiele radości. Meduzy na ogół mi tutaj nie przeszkadzają, bo i nie robią mi nic złego, ale w nadmiarze są nieco irytujące, nie zapuszczałam się więc więcej w tamte rejony. O ile to możliwe, nie zamierzam się irytować na urlopie. Chcę, żeby było miło i pozytywnie.

IMG_7470Stłumiłam więc poczucie zawodu, gdy wycieczka do Lublany okazała się zbyt krótka, by cokolwiek porządnie zobaczyć. Właściwie zdążyliśmy zwiedzić zamek, zjeść coś i przejść kawałek starym miastem. Wszystko dlatego, że wsiedliśmy do złego autobusu. Jechał on prawie godzinę dłużej niż ten, którym planowaliśmy podróżować, co jednak miało swoje dobre strony — z jego okien mogliśmy przyjrzeć się tym wszystkim miejscowościom, niekiedy, odnoszę wrażenie, dość prowincjonalnym, w których się zatrzymywał. W konsekwencji jednak ledwośmy przyjechali, już trzeba było wyjeżdżać, bowiem nie znaleźliśmy połączenia późniejszego niż 17.45. Za to wracaliśmy pociągiem. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Okazało się, ze pociągi słoweńskie nie różnią się zasadniczo od polskich, tyle tylko, że zasłonki w przedziałach są gładkie i granatowe, podczas gdy PKP od lat preferuje ciepłe jesienne barwy i tłoczone logo.

IMG_7458Nie przejęłam się też, gdy dzień przed wycieczką do Wenecji, na murach, na których spotkaliśmy Autodestrukcyjną Amelkę, rozkleił mi się sandał. Nie podejmowałam prób naprawy, choć to były bardzo wygodne sandały i obtarły mnie tylko raz, rok temu, w Kotorze. Wyrzuciłam je do śmieci bez ceregieli i odtąd wszelkie piesze wycieczki odbywam w balerinach. Jedno, co mnie niepokoi, to fakt, że nie pamiętam, jakie sandały nosiłam przed nimi. To dziwne, wszak buty zawsze stanowiły ważny element mojego życia. Do tej pory potrafię dokładnie opisać czarno-czerwone lakierki, które w okolicach zerówki odziedziczyła po mnie drobniejsza koleżanka. Ja wkładałam je tylko na większe okazje, a ona jakby nigdy nic przychodziła w nich do przedszkola. Wydawało mi się to wówczas głęboko niestosowne.

IMG_7478Staram się też usunąć z głowy myśl, że te wakacje są zbyt mało intensywne: że mogłabym leżeć na plaży dłużej, zwiedzać więcej, mniej czasu spędzać w pokoju. Podejrzewam, że to wszystko przez brak balkonu: siedząc na zewnątrz, nawet od strony podwórka, człowiek ma wrażenie, jakby uczestniczył w lokalnym życiu, nawet jeśli w istocie je arbuza i pije wino. Wnętrze pokoju jest o wiele bardziej oderwane od otoczenia, mogłoby wszak znajdować się wszędzie, choćby i w Grudziądzu. Lecz co to ma za znaczenie? Nikt mnie wszak nie rozliczy z plażogodzin i zabytkokilometrów. Ważne, że czuję się dobrze. A jeśli czegoś nie zobaczyłam, mogę przecież kiedyś wrócić, nawet wiedząc, że tyle jest miejsc, w których jeszcze nie byłam.

IMG_7425a

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s