Pamiętniki z wakacji 2017 #4 (poniekąd)

Ostatniego dnia pobytu było pochmurno i chwilami padał nawet deszcz. Chyba po to, by łatwiej nam było wyjechać. Poszliśmy do muzeum morza, kupiliśmy wino, wysłaliśmy kartki, ostatni raz wykąpaliśmy się w morzu, a wieczorem podczas romantycznego spaceru obserwowaliśmy burzę po drugiej stronie zatoki. Następnego dnia o 6.50 rano wyjechaliśmy. Świeciło słońce, ale przestało za którymś kolejnym tunelem. Im bliżej Polski, tym bardziej było szaro i nieciekawie. Jesień.

IMG_7489a
Muzealne kapcie

Kiedy wraca się autokarem wraz z cała wycieczką, jest jakby łatwiej. Godziny oczekiwania na jego przyjazd, już po wymeldowaniu z pokoju, sprawiają, że zaczyna się chcieć tego powrotu, żeby tylko nie musieć koczować w pobliżu bagaży nie robiąc nic sensownego. Na własne auto nie trzeba czekać. Wystarczy zapakować bagażnik i wsiąść. Wygodne, ale nieco brutalne.

IMG_7486Piorąc ubrania, myślałam o tym, że większości z nich nie włożę przez następnych kilka miesięcy, że będzie już tylko zimniej i ciemniej. Do rodziców poszłam w dżinsach i płaszczu, po domu chodziłam w wielkiej i miękkiej bluzie Mateusza. Dziś wyjęłam spodnie od dresu, mój strój roboczy na chłodne miesiące. Nienawidzę jesieni i zimy, krótkich dni, niskich temperatur, całego tego zła. Potrzebuję światła i ciepła. Nie zastąpi mi tego herbatka, kocyk, nastrojowe oświetlenie. Ludzie twierdzą, że w takich okolicznościach wspaniale czyta się książki. Guzik prawda. Książki najlepiej czyta się na plaży, nawet zatłoczonej, nawet przy akompaniamencie okrzyków o treści „Kukuruz!”, „Jeremiaszku, nie liż meduzy!”, „Lody, lody dla ochłody”, „Mamo, bo on mnie ochlapał!”, „Marian, postarajże się, to idzie na Instagram!”.

IMG_7500
Muzealny koń

To chyba był błąd, ten wyjazd w drugiej połowie sierpnia. Trzeba było pojechać wcześniej albo później, nie wróciłabym prosto na początek roku szkolnego, który teoretycznie nie powinien mnie obchodzić, ale nie potrafię go zignorować, bo to w końcu symboliczny koniec wakacji, dobra, piękna i ciepła. Mój zimny nos i zimne palce nie napawałyby mnie smutkiem.

A może to nie jest kwestia wakacji, późniejszego czy wcześniejszego wyjazdu, tęsknoty za słońcem, niechęci do zimna, tylko po prostu irytacji faktem, że pół cennego dnia roboczego marnuje mi się właśnie na tworzenie projektu w Tradosie, bo pasek postępu od wielu godzin wskazuje 77% i nie zamierza się ruszyć, która to irytacja rozlewa mi się na wszystko. Z drugiej strony, jak już mam siedzieć potem nad tym nie wiadomo, do której, nadrabiając stracony czas, to mogłabym przynajmniej siedzieć w cieple.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s