Przeczytane w październiku 2017

44444early14
Girl in Grey (1939) Louis le Brocquy

W dwóch poprzednich latach w październiku odnotowywałam znaczny wzrost liczby przeczytanych pozycji. W tym roku również się na to zapowiadało, bo kupiłam sobie sporo ciekawych rzeczy, ostatecznie jednak przeczytałam tylko dwie książki więcej jak we wrześniu. Były to:

  1. „Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas” Kamila Fejfera, czyli zbiór reportaży o polskim rynku pracy. Przygnębiające i prawdziwe.
  2. „To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL” Aleksandry Boćkowskiej. Książka bardzo mi się podobała i pochłonęłam ją szybko, potem jednak doszły mnie słuchy, że zawiera błędy merytoryczne. To przykre.
  3. „Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL” tejże. Z jakiegoś powodu nie wciągnęła mnie tak jak „Wielbłądy”, co nie znaczy, że nie była ciekawa.
  4. „Był sobie chłopczyk” Ewy Winnickiej, czyli reportaż o sprawie chłopca z Cieszyna, który okazał się Szymonem z Będzina. Dowiedziałam się o jej istnieniu prawdopodobnie z podcastu Czytu Czytu. Tak książkę, jak i podcast, polecam.
  5. „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebekki* Solnit to zbiór feministycznych esejów. Najbardziej znany jest ten tytułowy, jednak wszystkie są w moim odczuciu warte uwagi.
  6. „Bracia śliny” Michała Ochnika, autora bloga Mistycyzm Popkulturowy, to dla odmiany utwór przeznaczony dla młodzieży, do przeczytania tutaj. Teoretycznie, nie widzę bowiem powodu, dla którego nie miałby spodobać się także dorosłym. Autor twierdzi, że jest on w obecnej formie „zbyt krótki na powieść”, moim zdaniem niesłusznie. Wielokrotnie sięgając po latach po literaturę młodzieżową, ze zdziwieniem witałam relatywnie skromną objętość dzieł.
  7. „Mikrotyki” Pawła Sołtysa, czyli zbiór opowiadań, który najpierw dopisałam sobie do listy, potem chciałam skreślić, bo nie miałam jakoś przekonania, ostatecznie jednak kupiłam. Brak przekonania okazał się bezpodstawny.
  8. „Motywy osobiste” Aleksandry Marininy. Kryminał wyjątkowo przesycony motywami uganiania się za chłopem, utrzymywania chłopa przy sobie i martwieniem się własną przemijającą urodą. Nie wiem, czy autorka zawsze tak miała, ale ja nie zwracałam uwagi, czy może odmieniło jej się ostatnio. Wydaje mi się ponadto, że kiedyś tworzone przez nią postaci były bardziej inteligentne.
  9. „Rok królika” Joanny Bator to powieść, którą zaczęłam czytać jeszcze na początku roku, ale po czterdziestu stronach porzuciłam, wydała mi się bowiem nader pretensjonalna. Wróciłam do niej teraz i muszę przyznać, że pomimo wad ma swój urok.

Na listopad plany czytelnicze mam niesprecyzowane, bowiem z jednej strony mam ochotę na kilka nowości, z drugiej jednak kusi mnie tych klika wciąż jeszcze nieprzeczytanych książek, które dopiero co spakowałam do pudeł, przygotowując mieszkanie do remontu. Chciałabym móc powiedzieć, że przeczytałam całą zawartość regału, z wyłączeniem literatury naukowej Mateusza, na którą to literaturę sarkałam ostatnio, że niby taka młoda dyscyplina, a tyle zdążyli napublikować, że nawet jej wycinek stanowiący przedmiot zainteresowań mojego męża nie mieści się w jednym pudle**. Czas pokaże, czy uda mi się tę chęć zaspokoić.

*Albo Rebeki. Zdania są podzielone.

**Część uczonych twierdzi, że stosunki międzynarodowe to nie odrębna dyscyplina, lecz subdyscyplina politologii, to jednak wcale nie usprawiedliwia liczby publikacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s