Januszek tak ma

Nie lękaj się, mój drogi bracie Januszu, nie o Ciebie się rozchodzi, bo różne co prawda masz osobliwe przyzwyczajenia, ale raczej z gatunku smarowania wszystkiego grubo Kieleckim, a nie wyzywania obcych kobiet od kurew w celach humorystycznych. Tobie to się nie zdarza. A Januszowi Rudnickiemu owszem. Jedną z takich sytuacji opisała Anna Śmigulec:

Rok temu miałam wywiad ze znanym pisarzem, którego podziwiam od dawna. W wywiadzie był błyskotliwy i ujmujący, cieszyłam się, że go wreszcie poznałam. Odprowadził mnie kawałek, okazało się, że lubimy tę samą kawiarnię nieopodal. Ja szłam do niej od razu, on rzucił, że może wpadnie tam potem, z kolegą. Rzeczywiście, z godzinę później, kiedy siedziałam już z koleżanką, reporterką, dołączył do naszego stolika. Rozmawiamy miło, kafejka pełna ludzi, aż tu nagle w drzwiach pojawia się ów kolega, a pisarz woła do niego: „Chodź, kurwy już są!”

Pisarz postanowił przeprosić. I o ile zacytowane wyżej słowa nie wymagają komentarza, jasno przedstawiając, co zaszło, o tyle przeprosiny nie są już tak jednoznaczne:

Tak powiedziałem? Kurwy już są? To wszystko? Czegoś tam chyba brakuje. W sensie, to musiało być zaokrąglone, coś w rodzaju, człowiek ich szuka po burdelach, a one siedzą tu, we Wrzeniu Świata. Czyli jakaś mikroprzypowieść.

No nie, nieważne, ważne to:

Anka, do mężczyzn też mówię czasami per kurwo lub pizdolino, a kobiety do mnie „cześć chuju”. To jest po prostu taka gra na słowa, tylko i wyłącznie na słowa, a nie na ich znaczenie. Taki rodzaj kodu między samymi swoimi, taka po prostu wolna amerykanka.

Nie ze wszystkimi tak jednak można, czasami o tym zapominam, że nie każdy jest samym swoim. Lub zły mam po prostu timing i ta frazeologiczna kula, zamiast po prostu rozbawić, trafia w płot. No więc jasne, że Cię przepraszam. Za ten żart. Zły i, jak czytam, bolesny, ale przecież, no trudno, żeby inaczej, żart.

Ze wszystkimi można wszystko, tak myślałem, tak chciałem, naiwny. Nie można.

J. Rudnicki

Przede wszystkim: czy to w ogóle są przeprosiny? Już w pierwszych słowach Rudnicki podważa relację Śmigulec, sugerując, że coś musiała źle zapamiętać, pominąć, choć sam nie sprawia wrażenia, jakoby pamiętał, co się wydarzyło. Po czym rzuca, niby to ugodowo, w tonie „niech już będzie, jak mówisz, co ja się będę kłócił”, że nieważne. I oświadcza, że tak ma, że do mężczyzn też się odzywa wulgarnymi słowy, taki równościowiec, a w ogóle to tylko zabawa, igraszka niewinna. I myślał, biedaczek, że ona też jest taka fajna, że rozumie jego wysublimowane poczucie humoru. A tymczasem nie, ach, co za zawód. Jest w tym silna sugestia, że problem tkwi w niej.

Zero zdziwienia. Spacey też oświadczył, że on co prawda nie pamięta, ale przeprasza. A wyrażone w taki czy inny sposób oskarżenia o brak dystansu to już klasyk. Potężnie za to telepnęły mną reakcje osób, po których absolutnie bym się tego nie spodziewała.

Krystyna Kofta wystosowała z tej okazji list, poparty i upubliczniony przez Elizę Michalik. Całość jest dość paskudna. Kofta pisze na przykład:

Janusz,
ile razy Ci mówiłam, do ku… nędzy, żebyś uważał co do kogo mówisz? No ile. Wiele. Nawet przy stoliku w Czytelniku niektórzy, ci co nigdy nie przeklinają, mają Ci za złe i protestują, gdy rzucasz chu…. Ta dziewczyna znalazła się w Twoim świecie przez przypadek? Mówi przecież, że Cię czytała i podziwiała to co piszesz, a piszesz językiem nazywanym przez świątobliwców “plugawym”, no to wiedziała jak mówisz.

Słowem: sama sobie winna, po co tam lazła, mogła się przecież spodziewać. Potem Kofta zarzuca Śmigulec (którą protekcjonalnie określa mianem dziewczyny), że niepotrzebnie zdradziła nazwisko Rudnickiego, wszak on w zasadzie nic nie zrobił, a tymczasem w kraju dochodzi do gwałtów zbiorowych i to jest prawdziwy problem, nie jakieś tam niewinne powiedzonka Januszka, który w rzeczywistości stanowi wzór cnót wszelakich, wszak „[chodzi] na marsze z kobietami, [walczy] o prawa kobiet”. Wspaniale, że chodzi, ale dobrze by było, gdyby, że tak powiem, chodził ze zrozumieniem i wiedział, że poza okazywaniem w ten sposób solidarności, powinien także pomyśleć o rzeczach drobniejszych, jak na przykład powstrzymywanie się od obraźliwych i seksistowskich komentarzy. A nie czekać na medal z ziemniaka za dobre chęci.

Najgorzej jest na końcu:

Tu jednak trafiłeś ze swoim sztandarowym żartem, w tej knajpie, na inną mentalność niż Twoja. No i masz za swoje! Już raz siedziałeś za wolność, może znów Cię wsadzą, albo zapłacisz karę, za zaśmiecanie przestrzeni publicznej “brzydkimi wyrazami”. Donos obywatelski się znajdzie!

Co, kurwa?! Janusz Rudnicki jako biedna ofiara?! Smigielska jako donosicielka?! I co, do ciężkiej cholery, ma do tego wolność?! Przykro mi, nie mam siły tego składnie skomentować.

I to jeszcze nie wszystko. Pojawiły się komentarze kolejnych kobiet. Magdalena Żakowska poczyniła następujące wyznanie:

Pamietam, jak Janusz Rudnicki wkrecil mnie (skutecznie), ze jego nowa dziewczyna, ktora za chwile mialam poznac, jest prostytutka i to wyjatkowo tania – 50 zeta za godzine. Albo jak na imprezie przekonywal kolege, ze juz ze mna ustalil, ze wezma mnie na dwa baty. Albo jak wyrywal dziewczyne (przy mnie) na historie o tym, ze totalnie na niego lece, ale jestem za brzydka i mu przy mnie nie staje. Albo, ze jak mu dam dupy, to bede mogla sobie dopic jego piwo. Rozumiem, ze nie wszystkim musza sie podobac takie seksistowskie zarty. I ze nie kazdy musi je rozumiec. I ze kobieta moze sie poczuc dotknieta. Ale, na mily bog, wrzucanie z tego powodu Janusza do jednego worka ze sliskimi molestujacymi zbokami to jakis obled. Jakie, k***a, #metoo?! Janusz to wrazliwy, dobry, serdeczny czlowiek i mezczyzna. Znam go dobrze i nigdy przenigdy nie widzialam go w sytuacji, ktora uprawnialaby kogokolwiek do traktowania go w ten sposob. Janusz, kocham cie chuju, foreva and eva

(pisownia oryginalna)

Gdy czytałam pierwszą połowę, spodziewałam się, że ktoś wreszcie stanie po stronie Śmigulec, że wykaże zrozumienie, przyzna, że z kolesiem jest problem. Tymczasem dowiadujemy się po raz kolejny, że Januszek tak ma, a wrzucanie go „do jednego worka ze śliskimi molestującymi zbokami to jakiś obłęd”. Oraz „Jakie, k***a, #metoo?!”. Bo on taki wrażliwy. Odwracając argument Żakowskiej: rozumiem, że można być fanką tego typu humoru i absolutnie nie czuć się dotkniętą, ale, na miły bóg, nie wszyscy postrzegają to tak samo. Dla niektórych jest to zachowanie obraźliwe i nieakceptowalne. I Januszek nie urodził się przedwczoraj, żeby takich rzeczy nie wiedzieć, a fakt, że on tak ma, nie oznacza, że inni nie mają inaczej. Mogą na przykład nie życzyć sobie wulgarnych i seksistowskich „żartów”, co wcale nie jest mniej ważne od chęci Januszka, by takie „żarty” uskuteczniać.

Swoje zdanie wyraziła również Kazimiera Szczuka. Na szczególną uwagę zasługuje fragment „Ale robienie z siebie ofiary z powodu debilnego żartu w kawiarni to jakaś żałość rzeczywiście ośmieszająca idee dzielenia się opowieściami o molestowaniu”. Znów wszystkiemu winna jest Śmigulec, która nie tylko krzywdzi biednego Januszka, ale w dodatku kompromituje akcję #metoo.

Małgorzata Omilanowska, ministra kultury w latach 2014-2015, przytacza kolejną anegdotkę z żarcikiem Rudnickiego w roli głównej, po czym oświadcza „Jeśli na skutek akcji metoo Rudnicki przestanie się wygłupiać, to jednak poczuję się osobiście stratna”. Widocznie ważniejsza jest dla niej dobra zabawa niż samopoczucie innych kobiet.

Ze wszystkich tych komentarzy wyłania się obraz dość przerażający. Kobiety określające siebie mianem postępowych i feministek w sytuacji, w której rzecz dotyczy ich kolegi, zachowują się jak oddane strażniczki kultury gwałtu. Mamy tu obwinianie ofiary, bagatelizowanie zachowania sprawcy, wskazywanie na jego liczne zalety, usprawiedliwianie go na rozliczne sposoby, a także wspomniany już nieśmiertelny zarzut braku dystansu. Bo Januszek tak ma — „bąka puści, kutasa pokaże, ot taki bawidamek”. Pokazuje to, jak niewiele w gruncie rzeczy się zmienia. Może się wydawać, że poszliśmy jako społeczeństwo do przodu, że przyswoiliśmy sobie pewne rzeczy, ale wystarczy lekko poskrobać, żeby pozłotko zeszło. A pod spodem wszystko jest po staremu. Łatwo jest głosić piękne hasła, gdy są to hasła abstrakcyjne. Ale gdy okazuje się, że dotyczą one własnego podwórka, nagle tracą na znaczeniu. Bo najważniejsze to nie dać ukrzywdzić Januszka.

 

Reklamy

18 uwag do wpisu “Januszek tak ma

  1. Tak. Wpieniłam się mocno. Nie wiem, czy bardziej radosną niefrasobliwością tego osobnika, czy tym festiwalem bezmózgowia, który urządziły ofiarnie broniące go kobiety. Czasem myślę, że nigdy nie zaczniemy być traktowane jak ludzie. Bo wielu, zbyt wielu z nas bycie traktowaną jak podludź wcale nie przeszkadza.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Rozumiem, że ktoś może mieć osobliwe poczucie humoru, jednak są pewne granice. Rudnicki ma nieopisane szczęście, bo większość znanych mi kobiet, po takim tekście, dałaby mu w twarz i wyszła. Nie wyobrażam sobie jak można, bez względu na stopień zażyłości, nazwać kobietę kurwą. No, zwyczajnie sobie tego nie wyobrażam. Dla mnie to patologia, a tłumaczenie, że „ktoś tak ma” jest zwyczajnie głupie. Czym innym jest koszarowy humor w zżytym męskim gronie, czym innym w przestrzeni publicznej. Kompletny brak kultury i profesjonalizmu. I tyle.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Tu jest jeszcze kwestia zaskoczenia: nie spodziewasz się, że znany pisarz ot tak nazwie cię publicznie kurwą, więc gdy do tego dochodzi, nie wiesz co zrobić i w konsekwencji nie robisz nic. Ja w każdym razie nie wykluczam, że mogłabym tak zareagować.

      Polubienie

      • To prawda. Gdyby mnie ktoś w podobnej sytuacji nazwał chujem, to najpierw bym się mocno zastanawiał, czy aby dobrze słyszę. Potem „ale o co chodzi?”. W życiu bym nie pomyślał, że osoba publiczna może zachować się w tak nieprofesjonalny sposób. Tak, element zaskoczenia może spowodować brak rekacji.

        Zastanawia mnie inna kwestia – ile osób w lokalu nie załapało żartu i pomyślało, że dwóch panów faktycznie umówiło się z prostytutkami i właśnie dobijają targu? Co, gdyby przypadkiem ktoś zrobił zdjęcie lub film i wysłał do brukowca? Tu chodzi o reputację…

        Polubienie

  3. Bardzo dobry tekst, doskonaŁy! Fajnie byłoby go wypuścić na szersze wody, bo punktuje istotne sprawy.Wydaje mi się, że to było bardzo potrzebne, i dobrze, ze w rozmowie w WO Długołęcka nalegała na upublicznienie nazwiska. To jest po prostu taka niesłychana arogancja, buta i zadufanie, takie nieliczenie się z drugim człowiekiem…że aż dech zapiera. Takie mam niestety także i ja doświadczenie z tzw elitami, ludźmi, którzy myślą, że są co najmniej bożymi pomazańcami i w związku z tym wszystko im wolno. CO więcej, oni naprawdę w takich zagrywkach nie widzą nic złego, są tak zachwyceni sobą i swoim urokiem, poczuciem humoru… że ich wrażliwe serduszka po prostu doznają szoku, gdy ktoś się ośmiela być urażony, niezadowolony, zraniony. Komentujące kobiety dołożyły swoje, jak to mozliwe, zeby Kofta i Szczuka były takimi usłużnymi strazniczkami patriarchatu i zwykłego chamstwa? Od kiedy wybuchła akcja metoo mam w ogóle wrażenie, ze świat trzęsie się w posadach. I z jednej strony to dobrze, bo moze przeorze się trochę ta tępa gleba, a tłumione latami ból wstyd i łzy wreszcie nas opuszczą. A z drugiej, tak trudno patrzeć, jak rujnują się autorytety, hierarchie, że tak strasznie wielu ludzi okazuje się dupkami. Mega dupkami.
    Obyśmy wyszli z tego lepsi. A Rudnickiemu życzę, zeby się raz jeden jedyny zastanowił nad sobą. Bo najgorzej to uwierzyć w swoja boskość.
    Dziękuję za ten tekst i naprawdę proszę – spróbuj go podać dalej, rozpowszechnić. Niedobrze by było, gdyby to kołtuństwo zamiotło się samo pod dywan.

    Polubione przez 3 ludzi

  4. Tak dla jasności: dziennikarka nazywa się Anna Śmigulec.
    A może jednak zachowanie J.R. wystarczy podciągnąć pod chamskie i nieobyczajne / nie w każdym towarzystwie można o wszystkim/.

    Polubienie

  5. Zaczęłam ten tekst czytać w tramwaju, ale się wkurzyłam i musiałam doczytać dopiero potem, bo inaczej nie mogłabym się skupić na prowadzeniu zajęć. Teraz przeczytam i jestem zbyt zła, żeby tłumaczyć.
    Grr…
    Przedkomentatorzy napisali z grubsza to, co chciałam dodać. Wyłania się tu kilka bardzo smutnych obrazków: z jednej strony mamy nieprofesjonalne (w końcu to była interakcja z osobą, która przeprowadzała z nim wywiad!) i bucowate zachowanie tytułowego Janusza — które świadczy o jego stosunku do kobiet i siebie, które zostaje tylko potwierdzone w autopeanie przebranym za „przeprosiny” z dorzuceniem wyśmiewania się z ofiary (jeśli nie rozumiesz mojego żartu to coś jest nie tak nie z żartem, tylko z tobą). A potem, cholera, ta hipokryzja pseudoliberalnych (j)elit, dla których seksistą i chamem może być tylko (najlepiej niewykształcony) wyborca partii nielubianej, natomiast jeśli ktoś głosi poprawne poglądy to przecież jest dowcipnym artystą, po prostu ‚enfant terrible’ i należy mu się szacunek, bo jest. Do jasnej cholery! Jak te jelity się nie wstydzą? Wychodzi ich „zaangażowanie społeczne” i dość przestarzały już zachwyt nad „odważną” wulgarnością (a tu mamy prostactwo i seksizm, żaden artystyczny środek wyrazu).

    Ale przynajmniej mamy Twój DOBRY tekst i wnikliwą analizę tego zjawiska. I zgadzam się z innymi komentarzami — puść go dalej!

    Polubione przez 1 osoba

    • „wyborca partii nielubianej” w przestrzeni publicznej to może, O ZGROZO! na dzień dobry kobietę pocałować w rękę i drzwi otworzyć! to dopiero chamskie i seksistowskie jest! nie to co chłopcy z naszego postępowego obozu!
      i to mnie wkurza! ta cholerna hipokryzja! nie tylko o aborcję gra się toczy! grrrrrr…….

      Polubione przez 1 osoba

  6. Mnie jeszcze fascynuje *jak* ten rzekomy żart miałby być finezyjnie śmieszny. W jakim kontekście, w jakiej sytuacji wulgarny dowcipas spod budki z piwem miałby zyskać szlachetny połysk? Generalnie im cięższy temat żartu, im brutalniejsza jego tematyka, tym mocniej musi błyszczeć jego autentyczna dowcipność.
    A tu chyba chodzi o prymitywne „bo my tacy subtelni i wyrafinowani, że jak powiemy dupa, to ta dupa sama w cudzysłów ironii wskoczy”, z którego wyrasta się około matury.
    Żart może być ze wszystkiego, serio. Ale warto zawsze sprawdzić, czyją stronę trzyma jego narracja: oprawcy, czy ofiary. I zastanowić się, dlaczego, skorośmy wszyscy tacy finezyjni, subtelni i ponad profanum vulgus, to czujemy potrzebę turlania się z rozkoszą w łajnie.

    Polubione przez 3 ludzi

  7. No cóż, to się nadaje do jakiegoś dłuższego tekstu analitycznego, który mógłbym zatytułować „Wszystkie k… Rudnickiego czyli o zakłamaniu polskich feministek” lub coś w tym stylu. A swoją drogą ciekawe to musi być towarzystwo skoro w rozmowach ze sobą używa bez żenady tak obscenicznego języka.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s