Polecam, Kobieta Lemur #9

Miesięcznica smoleńska była co prawda wczoraj, polecanki jednak ukazują się dopiero teraz. Cały weekend miałam na to, żeby je przygotować, ale nie zrobiłam tego. Odpoczywałam. Odpoczywałam totalnie, leżąc w łóżku i czytając książkę, siedząc na krześle i czytając książkę, nie mogąc się zmusić do włączenia komputera i nawet nieszczególnie próbując. Nie, żeby od razu odcinać się od internetu, jest wszak jeszcze smartfon, zresztą internet nic mi nie zrobił, ale żeby nie obcować z narzędziem pracy. Ileż można.

  1. I teraz nie wiem, czy to, co wam chcę jako pierwsze polecić, to

a) dwa dni nieprzerwanego wypoczynku czy

b) niedoprowadzanie do sytuacji, w której dwa wolne dni z rzędu stanowią planowane od miesiąca i bronione własną piersią przed zakusami biur tłumaczeń wydarzenie.

Wiem, że totalnie w złym guście jest opowiadanie każdemu, kto jeszcze nie ucieka z krzykiem, ile to się ma roboty, ale tak było, co poradzę. Mogę najwyżej starać się, żeby się nie powtórzyło, ale jakoś wątpię w swoje zdolności w tym kierunku. Raz, że hajsy same się nie zarobią, a ja bardzo lubię hajsy i jak czytam o ludziach, którzy porzucili stabilne zatrudnienie na rzecz świętego spokoju, to zamiast im zazdrościć, zadaję sobie w duchu pytania o ich sytuację finansową w dłuższym okresie oraz możliwości powrotu na rynek pracy, jak już im się znudzą te owce w Bieszczadach. Dwa, że takie wzorce wyniosłam z domu i w zasadzie nie mam nic przeciwko nim. Byle nie w nadmiarze. I tego będziemy się trzymać.

 

Powiedzmy, że była to kategoria lajfstajl. Pora zatem na teksty, a wśród nich:

  1. fascynujący opis pracy przedstawicieli i przedstawicielek jednego z najpiękniejszych zawodów świata, czyli motorniczych;
  2. wywiad z Ryszardem Turczynem, przedstawicielem prawie równie pięknego zawodu. Jest to zawód tłumacza;
  3. bardzo mądry artykuł o seksizmie i języku, osobliwie zaś o tym, żeby nie lekce sobie ważyć etymologii;
  4. oraz artykuł z Wysokich Obcasów o #metoo;
  5. a na koniec wspomnienie o Telezakupach Mango, przenoszące nas do czasów dzieciństwa sielskiego anielskiego, kiedy to zdawały się one dziwnie fascynujące.

Jest jeszcze kategoria, która do polecanek pasuje częściowo, a mianowicie kosmetyki, które mogłabym polecić, ale. Trafiam na nie ostatnio chyba częściej niż kiedyś i coraz większą ochotę mam ten fenomen omówić.

  1. Pierwszym przykładem jest tu krem ogórkowy marki Ziaja. Działa dobrze, wchłania się szybko, nawilża tyle, ile trzeba, kosztuje jakieś grosze, ale woń ma taką, że odnosi się podczas aplikacji wrażenie, jakby smarowało się twarz mizerią. Nie jest to szczególnie przyjemne.
  2. Podobny problem mam z szamponem rokitnikowym marki Bania Agafii. Myć myje, ale śmierdzi potężnie. Ma to swoje dobre strony, skłania bowiem do obfitego nakładania odżywki, żeby czymś tę woń zniwelować, mnie jednak do nakładania odżywki nakłaniać nie trzeba, dawno mi to już weszło w nawyk.
  3. Maska w „hydroplastycznym płacie 3D” z Bielendy. Ten hydroplastyczny płat 3D, czyli normalna płachta jak we wszystkich tego typu maseczkach, nie wyszedł im nie tylko pod względem nazwy. Ja naprawdę nie mam jakiejś szczególnie odbiegającej od normy twarzy, większość produktów tego typu pokrywa ją bez problemu, a hydroplastyczny płat żadnym sposobem nie chciał się do niej dopasować, odstając a to od czoła, a to od policzków., w dodatku był nieprzyjemny w dotyku. Po dziesięciu minutach, choć producent zaleca piętnaście, dałam sobie spokój i poszłam spać. Jakież było moje zdziwienie, gdy następnego dnia odkryłam, że cerę mam w cudownej wręcz kondycji, nawilżoną, mięciutką i w ogóle wspaniałą jak nigdy.
  4. Baza pod cienie Wibo. W działaniu doskonała, faktycznie nic się nie roluje i nie zbiera, gdzie nie powinno. Zdecydowanie lepsza niż analogiczny produkt z Bell (który zasycha w słoiczku i potem połowa jest do wywalenia) i z Catrice (który aplikuje się wygodnie, lecz cóż z tego, kiedy w załamaniach cienie zbierają się jak dzikie). Opakowanie ma jednak takie, że musiałam specjalnie do celu jej wydobycia przeznaczyć pędzelek syntetyczny, bo palcem jest niewygodnie, a sama baza wchodzi pod paznokieć. W związku z tym apeluję do was o polecenie bazy o analogicznym działaniu, lecz w wygodnym opakowaniu. I żeby nie kosztowała milionów monet.

Przy okazji, zastanawiałam się ostatnio, czy zainteresowałby was post o kosmetykach. Dajcie znać, co o tym sądzicie. Ja tymczasem kończę i życzę miłego wieczoru. Za opóźnienia przepraszamy. Notka kończy bieg.

Reklamy

5 uwag do wpisu “Polecam, Kobieta Lemur #9

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s