Przeczytane w lutym 2018

Pierwotnie miałam sobie tę dzisiejszą notkę odpuścić z powodu choroby, na którą, co nieszczególnie mnie dziwi, zapadłam tuż przed planowanym urlopem wypoczynkowym. Organizm uznał zapewne, że to doskonała okazja, by zaprzyjaźnić się z jakimś nowym wirusem. Ostatecznie doszłam do wniosku, że notka w terminie jednak wam się należy. Przedstawiam zatem skromną lutową listę przeczytanych książek.

  1. „Lata powyżej zera” Anny Cieplak to książka, o której nie potrafię powiedzieć, czy podobała mi się tak bardzo po prosu dlatego, że jest dobra, czy też dlatego, że opisuje nastolęctwo moich roczników (autorce trochę rozjeżdża się chronologia, z pewnością można jednak powiedzieć, że główna bohaterka urodziła się między rokiem 1986 a 1989). Przyjemnie było w każdym razie czytać o rzeczach w pewien szczególny sposób znajomych. Od bohaterki różni mnie pochodzenie społeczne i gust muzyczny, który w owym czasie był dla nas znacznie ważniejszy niż teraz, ale rozpoznaję ten klimat.
  2. „Delfin w malinach. Snobizmy i obyczaje ostatniej dekady” to z kolei zbiór artykułów poświęconych różnym aspektom kultury wspomnianego wyżej okresu. Niektóre z nich przeczytałam z dużym zainteresowaniem (np. teksty Agaty Pyzik i Olgi Drendy), inne zaś ledwie przeleciałam wzrokiem.
  3. „Dom polski. Meblościanka z pikasami” Małgorzaty Czyńskiej zawiera wywiady z ludźmi związanymi zawodowo z dizajnem i projektowaniem wnętrz. Ich głównym tematem, jak można się domyślić, jest to, jak mieszkają i mieszkali Polacy. Z jakiegoś powodu w momencie zakupu spodziewałam się innej formy (co dziwne, wziąwszy pod uwagę, że informacja ta znajduje się w pierwszej linijce opisu), nie mogę jednak powiedzieć, bym była rozczarowana.
  4. „Szatana z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego czytałam już w podstawówce, postanowiłam jednak do niego wrócić po lekturze notki na blogu Mistycyzm Popkulturowy. Siłą rzeczy patrzyłam na tę książkę przez pryzmat zawartych we wspomnianej notce spostrzeżeń i chyba głównie dzięki temu czytanie sprawiało mi pewną przyjemność, bowiem sama fabuła poprowadzona jest nieco topornie: za dużo w niej szczęśliwych zbiegów okoliczności, jakby autor nie miał pomysłu, w jaki inny sposób przybliżyć bohatera do rozwiązania zagadki. Tę irytującą tendencję łagodzi trochę wyraźnie widoczna w tekście sympatia autora dla współczesnej mu młodzieży. Jak człowiek lemur naczytał się późnej Musierowicz, która dzisiejszego świata i dzisiejszej młodzieży generalnie nie pochwala, to potrafi docenić takie rzeczy.

To tyle na dziś. Miłej lektury, a ja wracam smarkać do łóżka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s