Pamiętniki z majówki — Tallin

Pierwsza część Pamiętników znajduje się tutaj.

Hostel w Tallinie dla odmiany naprawdę znajduje się w centrum i od wewnątrz cały oblepiony jest karteczkami. „Zostaw tu swoje buty i swoje zmartwienia” — głosi karteczka nad stojakiem na obuwie w korytarzu. „Nie wrzucać papieru toaletowego do muszli klozetowej” — można przeczytać w toalecie. Najwięcej karteczek jest w kuchni: „Niepodpisane jedzenie będzie uznawane za dobro wspólne”, „Pamiętaj, by po sobie pozmywać”, „Podczas gotowania włączaj okap”, „Do obsługi zmywarki uprawniony jest wyłącznie personel obiektu”. Nie pozostaje nam nic innego, jak się dostosować, w markecie kupujemy więc dwie pary grafitowych pantofli unisex, a przyniesione stamtąd jedzenie oklejamy taśmą, na której wypisujemy nasze imiona. Tylko do karteczki w toalecie stale zapominam się stosować, ale nic się nie zatyka.

IMG_0396
Marcepanowi politycy w muzeum marcepanu

Mateusz zastanawia się, jakie dramatyczne wydarzenia doprowadziły do wywieszenia w kuchni tylu różnych nakazów, zakazów i ostrzeżeń. Najbardziej frapuje go chyba zmywarka. Tego jednak nie dane jest nam się dowiedzieć. Nie dane jest nam też zwiedzić jakiegokolwiek muzeum poza muzeum marcepanu (to już drugie w naszej podróżniczej karierze), bowiem pierwszego dnia naszego pobytu jest na to zbyt późno, a drugiego jednocześnie odbywa się Święto Pracy i Święto Wiosny. Szkoda, mieliśmy bowiem dużą ochotę zobaczyć muzeum w baszcie Kiek in de Kök. W zaistniałej sytuacji oglądamy basztę wyłącznie z wierzchu.

IMG_0287.JPG

To jednak ma miejsce dopiero drugiego dnia pobytu. Pierwszego idziemy na Linnahall, czyli niszczejącą betonową halę widowiskowo-sportową wybudowaną na jakąś zamierzchłą olimpiadę. Jest w tej budowli coś fascynującego.

IMG_0277

IMG_0312Następnego dnia rano po drodze na basztę mijamy zgromadzenie, które Mateusz w pierwszej chwili bierze za festyn z uwagi na woń kiełbasek, a ja za targi pracy z uwagi na wygląd plakatów. Dopiero po chwili dociera do nas, że jest to pochód pierwszomajowy, faktycznie trudny do rozpoznania na pierwszy rzut oka, ponieważ stoi w miejscu. Ze sceny przemawiają jakieś osoby, odnoszę wrażenie, że nie tylko po estońsku, ale i po rosyjsku. Z internetu dowiaduję się potem, że Rosjanie stanowią około 33% ludności miasta.

IMG_0348Obejrzawszy basztę i fragment murów miejskich, kierujemy się ku parlamentowi. Jest jasnoróżowy, jak domek Barbie. Całkiem podoba mi się ta koncepcja. Łazimy trochę po najbliższej okolicy w tłumie innych turystów. Ta część starego miasta znajduje się na wzniesieniu, toteż widok stąd jest atrakcyjny. Gdy zatem widzę grupę osób tłoczącą się przy jakimś murku, uznaję, że panorama w tym miejscu musi być szczególnie piękna, i dołączam. Okazuje się po pierwsze, że przeczucie mnie nie myliło, a po drugie, że zgromadzonych tam turystów nic to nie obchodzi, fotografują bowiem mewę, która znosi to z godnością i spokojem. W związku z tym ja również robię jej kilka zdjęć.

IMG_0315Spacerujemy jeszcze trochę, kupujemy suweniry, w tym zapalniczkę z napisem Estonia, gdyż moja torebka powoli acz nieubłaganie pożera wszystkie zapalniczki, jakie ze sobą zabraliśmy,  idziemy na rynek i na obiad. Mateusz odkrywa homofon „z Tallina” — „Stalina” i bardzo go to cieszy. Zarządzam wyprawę komunikacją miejską poza centrum, nie udaje nam się jednak znaleźć przystanku, do którego kierują nas mapy Google. Mateusz traci cierpliwość, wracamy więc do hostelu. Nie jestem z tego powodu przesadnie zadowolona, ale odpuszczam, następnego dnia bowiem czeka nas intensywny dzień — mamy płynąć do Helsinek, o czym napiszę jednak następnym razem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s