Przeczytane w maju 2018

Śniło mi się, że na śmierć zapomniałam, że dziś jest ślub mojego kuzyna Piotrka z Tarnowa, wnuka cioci Zosi. Obudziłam się wobec tego o szóstej i w pierwszej chwili zamierzałam od razu zadzwonić do mamy, żeby upewnić się, że to na pewno był sen, a jeśli nie, to przynajmniej że ślub jest w Tarnowie, a nie na Wyspach, gdzie ówże kuzyn od kilku lat mieszka. Szybko doszłam do wniosku, że o tej porze w sobotę nawet moja mama, u której tendencja do wstawania bladym świtem pogłębia się z wiekiem, może jeszcze spać. Poczekałam zatem do dziewiątej, kiedy to już zaczyna wypadać dzwonić do ludzi, i ostatecznie upewniłam się, że był to tylko sen. I dobrze, bo gdyby okazało się inaczej, nie zdążyłabym dzisiaj zdać wam raportu z przeczytanych w maju książek ani pokończyć zleceń. Od was mogłabym chyba liczyć na wybaczenie, podejrzewam jednak, że dla klientów nieoczekiwany ślub i wesele w rodzinie to słabe usprawiedliwienie.

Przejdźmy zatem do rzeczy.

  1. W maju wiele rozrywki dostarczyły mi powieści Vincenta V. Severskiego: „Nielegalni”,
  2. „Niewierni” (Dlaczego nie „Nievierni”?)
  3. i „Nieśmiertelni”. To nie są dobre książki. Ba, są w bardzo widoczny sposób złe. Autor przez trzy tomy nie wpadł na to, że jeśli bohater relacjonuje wydarzenie sprzed dziesięciu stron, to nie trzeba tego wydarzenia ponownie, tym razem słowami bohatera, opisywać. Nie przyszło mu też do głowy, że nazwanie trzech czwartych Rosjan imieniem Andriej, a Irańczyków Ali, jest jakby nieco niepraktyczne. Ja wiem, że w życiu tak bywa, sana mam w znajomych na fejsiku dwadzieścia jeden Katarzyn, ale w literaturze jednak słabo się sprawdza. A zresztą, cóż autora obchodzi, jak bywa w życiu, kiedy każe bohaterom mieszkać w dwupokojowych kawalerkach i wyciągać chusteczkę z butonierki… Błędów i wypaczeń zapewne jest tam więcej, nie znam się jednak na broni i szpiegowaniu, więc się nie wypowiem. I jeszcze jedno — Severski zupełnie nieironicznie używa wyrażenia „poranne czynności”. Paradoksalnie, to właśnie ta nieporadność była dla mnie atrakcyjna. Wartka, nie wnikam, czy sensowna, akcja, oczywiście też, lecz nie wiem, czy wciągnęłaby mnie tak samo, gdyby książki napisane były po prostu poprawnie.
  4. Wydawałoby się, że po takich niezbyt mądrych lekturach książka Nessera wywoła we mnie uczucia wyłącznie pozytywne. Tymczasem zbiór opowiadań „Intrigo” mnie zawiódł. Cóż, umieszczanie opowiadań kryminalnych, których wspólnym mianownikiem jest — relatywnie szeroko pojnowany, ale jednak — motyw, to pomysł co najmniej dyskusyjny.
  5. Nie zawiodły mnie za to „Opowiadania bizarne” Olgi Tokarczuk. Pamiętam, że jedno z nich, to o przetworach, przeczytałam jako nastolatka w jakimś czasopiśmie i szalenie mi się ono spodobało. Dobrze było do niego wrócić.
  6. Zbiór listów Szymborskiej i Frąckowiaka Herberta „Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie” również mi się podobał. To jedna z nielicznych w ostatnim czasie książek, które kupiłam w wersji papierowej z powodów innych niż problemy ze znalezieniem e-booka.
  7. Po „Innych ludziach” Masłowskiej, też celowo kupionych w formie fizycznej, mam z kolei taką refleksję, że autorka nie ma do powiedzenia nic nowego ani ciekawego, ot typowe jojczenie typowych współczesnych malkontentów, ale nadrabia formą. I wiem, że ta refleksja również nie jest szczególnie odkrywcza.
  8. „Warsztaty stylu” Marii Młyńskiej kupiłam już jednak jako e-booka, dochodząc do wniosku, że w tym przypadku marna jakość ilustracji nie będzie mi zbytnio doskwierać, nie zamierzałam bowiem pracować nad swoim stylem, tylko zapoznać się z książką blogerki, której bloga śledzę. Cała ta koncepcja jest chyba dla ludzi bardziej poukładanych niż ja, takich, co to lubią robić rozpiski. We mnie rozpiski nie budzą żadnych uczuć, mogę zrobić, jeśli zachodzi taka potrzeba, ale nie rwę się do tego sama z siebie. Zresztą nie wiem nawet, czy mam jakiś spójny styl. Mam jakiś tam zestaw preferencji, ale jeśli zobaczę coś, co mi się podoba, a ni do końca wpisuje się w całą resztę garderoby, zazwyczaj przypominam sobie, co w takich sytuacjach zwykła mówić babcia: „Od czegoś trzeba zacząć”.
  9. Ostatnia pozycja w tym miesiącu, czyli zbiór reportaży „Z nienawiści do kobiet” Justyny Kopińskiej, zainteresowała mnie ze względu na tytuł. Same reportaże okazały się w porządku, natomiast ostatni tekst, czyli wywiad z autorką, wydaje mi się w tej książce zupełnie niepotrzebny. Dowiadujemy się z niego, że mamy do czynienia z tytanką pracy, kobietą odważną, napędzaną poczuciem misji i czułą na kwestie etyki dziennikarskiej. Wszystko fajnie, ale ja tę książkę już kupiłam, a nawet zdążyłam przeczytać, nie wiem zatem, po co reklamuje mi się ją akurat w tym momencie.

Jak widać, byłam w tym miesiącu dość marudna. Nie wiem jeszcze, co przyniesie czerwiec i nawet jeszcze nie zrobiłam kolejnych zakupów w księgarni. Może przychodzi wam na myśl coś godnego polecenia?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s