Cierpienie dla urody

Na co dzień o tym nie myślisz, bo to jednak dość oczywisty element twojego życia, ale zdarza ci się cierpieć dla urody. Czy tam z powodu urody. W każdym razie między cierpieniem a urodą zachodzi jakiś związek.

fernando-botero-woman-with-mirror-800x800Pewnego dnia, będąc około trzydziestoletnią poważną kobietą*, nakładasz sobie na twarz czarną maseczkę peel-off z brokatem i napisem „Selfie project” na opakowaniu. Rzecz jasna na twarzy maseczka ma kolor szarobłotnisty, a brokat przywodzi na myśl skojarzenia z zaskórnikami, zwłaszcza na nosie. Zresztą jeszcze zanim otworzyłaś opakowanie, podejrzewałaś, że tak będzie. I że błyszczące drobinki, jak bardzo byś się nie starała, przykleją się gdzieś, do twoich włosów albo do umywalki. Brokat zrobi wszystko, by zostać z tobą na zawsze.

Albo na przykład kupujesz sobie szorty, co nie jest zadaniem łatwym, ponieważ do tej pory nie było dla nich miejsca w twojej stylówie, teraz jednak sytuacja wymaga poświęceń. W jednych wyglądasz jak w majtkach, w kolejnych jak własna ciotka podczas pobytu na działce**, w jeszcze innych nie potrafisz nawet opisać jak, ale nie tak, jak byś chciała. W końcu znajdujesz coś akceptowalnego wizualnie i cenowo, kupujesz, zadowolona idziesz do domu. Dumna ze swojego osiągnięcia pokazujesz zakup mężowi, ten zaś spontaniczne komentuje „Jakie ogromne!”.

Może być też tak, że pewnego dnia stwierdzasz, że twoja hybryda wygląda już kiepsko, i postanawiasz usunąć ją sama, kupujesz sobie nawet w Rossmannie taki specjalny metalowy przyrząd. Po czym spędzasz na tym fascynującym zadaniu pół dnia. Folia ciągle spada ci z palców. Hybryda wcale nie odchodzi tak łatwo jak wtedy, gdy usuwaniem jej zajmuje się kosmetyczka w salonie. W końcu tracisz cierpliwość i resztki hybrydy zamalowujesz beżowym lakierem. Potem musisz ten beż zmywać i nakładać na nowo codziennie, bo odpryskuje albo ściera się z końcówek. Wytrzymujesz dopóki paznokieć nie pęka ci aż na tej różowej części.

Wtedy idziesz do salonu i prosisz o hybrydę na podwójnej bazie proteinowej. Czerwoną. Nigdy dotąd nie miałaś czerwonej, bo kojarzyła ci się ze spisami rzeczy, które każda kobieta powinna mieć. Biała koszula. Ołówkowa spódnica. Mała czarna. Co ci tam. Masz przecież małą czarną. Z Lidla.

Z Lidla masz też dziesięć par majtek. Rozmawiałaś o tym niedawno z koleżanką. Macie podobne doświadczenia: kiedyś koronkowe stringi, teraz bawełniane gacie. Są w końcu jakieś granice.

*Która w internetach podaje się za lemura.

**Nie masz nic do ciotki ani do działki, ale nie o ten look ci chodzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s