Pamiętniki z wakacji 2018 — z życia Grażyny

Do Prigradicy jechaliśmy z przesiadkami jak, nie przymierzając, do Ikei. Najpierw jednym autobusem do Katowic, potem drugim do Splitu, w końcu promem do miejsca docelowego. Podróż przebiegła pomyślnie. Przeczytałam półtorej powieści. Mateusz też trochę czytał, a w międzyczasie wygłosił półgodzinny improwizowany wykład o postmodernizmie. Czasem mu się to po prostu zdarza. Na stacji benzynowej na Węgrzech oglądaliśmy zaćmienie księżyca. W Splicie, korzystając z kilku wolnych godzin, wspięliśmy się na wzgórze, na którego szczycie znajdował się ogród zoologiczny. Wyglądał na nieczynny od dłuższego czasu. Siedzieliśmy więc na ławce i robiliśmy zdjęcia kotom.

IMG_0897Gdy dopłynęliśmy na Korčulę, marzyłam głównie o tym, by zanurzyć się w jakiejś wodzie. Co zresztą uczyniliśmy, gdy tylko zostawiliśmy rzeczy na kwaterze. Szliśmy sobie spokojnie na plażę, gdy wtem do naszych uszu doleciały znajome dźwięki ojczystego języka. „Popatrzcie” — mówił zażywny polski turysta do żony i dzieci — „Janusz chciał się ogolić, ale Grażynka mu nie pozwoliła”. Że było to o nas nie wątpiliśmy z uwagi na brodę Mateusza ani przez chwilę. Rzecz jasna cięta riposta przyszła mi do głowy po czasie, jak zwykle. Cóż, zostać wyzwaną od Grażyn to zawsze jakieś nowe doświadczenie.

IMG_0940Kolejny dzień spędziliśmy leniwie na plaży, opalając się, pływając na dmuchanym materacu w kształcie babeczki i czytając książki. Nie zachodzi nic godnego uwagi. Wieczorem dojeżdżają znajomi, a mój mąż orientuje się, że spalił sobie skórę na ramionach.

Poniedziałek rozpoczęliśmy od wyprawy do oddalonej o jakieś cztery kilometry miejscowości Blato. W przeciwieństwie do Prigradicy, gdzie znajduje się tylko mały i ciemny sklepik, dysponuje ona dużym supermarketem. Miał do niej kursować autobus, ale nie kursuje, poszliśmy więc na nogach. Głównie pod górę. Nie lubię chodzić pod górę, ale na wyjazdach co i rusz to robię. A to twierdza w Kotorze, a to Góra Trzykrzyska, a to znowu coś. W Słowenii też na pewno gdzieś wyłaziłam. Mogłabym wyjeżdżać wyłącznie na rozległe równiny, ale nie ufam równinom. Takie na przykład Mazowsze — ciężko mi uwierzyć, że coś takiego mogło powstać naturalnie, a nie wskutek metodycznego rozjeżdżania walcem. Jestem chyba osobą geograficznie wybredną.

Wróciliśmy na szczęście taksówką. Uczyniwszy to, zaplanowaliśmy wycieczkę na Hvar. Prom wypływa o 6.45. A miałam się wyspać na urlopie…

Wasza Grażyna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s