Pamiętniki z wakacji 2018 #2 i przeczytane w lipcu

Dni upływają tu spokojnie i leniwie. Chodzimy na plażę, siadujemy na tarasie, dyskutujemy. Mateusz gotuje nam smaczne obiady z lokalnych produktów. Nigdy nie sądziłam, że będę jeździć na wakacje wymagające wyżywienia we własnym zakresie, miało to jednak związek z faktem, iż obawiałam się, że to ja będę musiała owo wyżywienie zagwarantować. Skoro jednak mój udział w całym przedsięwzięciu ogranicza się do okazjonalnego pokrojenia czegoś, nie mam nic przeciwko.

Inaczej niż nad Bałtykiem, instytucja parawanu nie jest tu znana. Myślę, że umocowanie go w kamienistym podłożu mogłoby nastręczać pewnych trudności. Poza tym łagodne podmuchy wiatru wita się tu raczej entuzjastycznie. nie oznacza to jednak całkowitego braku ekwipunku plażowego. Niektórzy, w tym niżej podpisana, ograniczają się do ręcznika rzuconego na dogodnie położony duży kamień, inni jednak do sprawy podchodzą poważniej. Rozkładają mianowicie niewielki namiocik, przed którym umieszczają parasol, maty samorozprężalne, a w jednym szczególnym przypadku także i basen dziecięcy dmuchany.

Początkowo wydawało mi się to pewną przesadą, lecz szybko uświadomiłam sobie, że dla rodziców małych dzieci musi to być bardzo praktycznym rozwiązaniem. Sama bowiem mając lat mniej-więcej trzy do wody pchałam się nader chętnie, a upilnowanie mnie, choć nigdy nie byłam dzieckiem szczególnie ruchliwym, wymagało nieustannej czujności. Pamiętam, ze pewnego dnia, a miało to miejsce zapewne nad Łęgiem, znalazłam się pod wodą. Nie wiem, czy wlazłam tam sama, czy też stało się to przypadkiem, było w każdym razie wcale przyjemne. Woda była zielona i przypatrywałam się jej z zainteresowaniem. Nie trwało to niestety długo, gdyż silnym szarpnięciem wydobyła mnie stamtąd ciocia. Zupełnie nie rozumiałam, czemu to zrobiła. Być może basenik dmuchany powstrzymałby mnie przed zapuszczaniem się do rzeki. Z drugiej strony, nie wykluczam, że miałam już wówczas takowy, uznawałam go jednak za akwen zbyt mało okazały jak na moje potrzeby.

Co innego mój drogi brat Janusz. Jako dziecko zamoczenie kąpielówek uważał on za niewyobrażalną tragedię oraz bezpośrednie zagrożenie życia. Różne rzeczy mogły mu przyjść do głowy na plaży, żadna jednak nie groziła utonięciem. Sytuację zmieniły dopiero naklejki z motorami, obiecane mu w dużej ilości w zamian za pełne zanurzenie. Janusz wzbraniał się długo, zapewne przekonany, że rodzice skazują go na pewną śmierć, lecz w końcu uległ, a w konsekwencji nauczył się pływać.

Nie wiem, czy tu rozgrywają się podobne dramaty, innym turystom przyglądam się bowiem tylko okazjonalnie. Przeważnie czytam. A skoro już o tym mowa, przedstawiam poniżej listę książek przeczytanych w miesiącu ubiegłym, w większości przed wyjazdem.

  1. W pierwszej kolejności przeczytałam „Niepokornych” Vincenta V. Severskiego. Autorowi udało się tym razem jakimś cudem ograniczyć objętość dzieła. Nie stało się ono przez to mądrzejsze, swoją rolę jako betonu w każdym razie spełniło.
  2. Następnie pochłonęłam dwie książki Ziemowita Szczerka — reportaż „Tatuaż z tryzubem”
  3. i powieść fantastyczną „Siwy dym”. Opowiadając mężowi o tej drugiej, dowiedziałam się, że nie należy mówić „sytuacja geopolityczna”. Była to cenna lekcja. Jeśli mąż mój pojawi się na tarasie, na którym piszę te słowa, być może nawet poproszę go o przypomnienie, jakiego wyrażenia należy używać.
  4. Potem mogłam nareszcie wziąć się za powieść, na którą czekałam od dłuższego czasu, czyli za „Seans w Domu Egipskim” Maryli Szymiczkowej. Nie zawiodłam się i pozostaję wierną fanką.
  5. Później kupiłam minibook zawierający opowiadanie „Wydmy” Jakuba Małeckiego. O samym opowiadaniu nie mogę zbyt wiele powiedzieć, gdyż wszelkie jego walory przyćmiło oburzenie, że w publikacji liczącej pięćdziesiąt stron trzydzieści pięć zajmują reklamy innych minibooków w serii. No doprawdy! Nie mam problemu z tym, by kupić dzieło liczące stron piętnaście, jednak rozbudzanie mojej nadziei, ze może będzie tu jeszcze jedno, może chociaż biogram autora albo posłowie, a następnie dawanie mi reklam, jest poniżej wszelkiej krytyki. I tak, pisząc te słowa liczę się z tym, że ktoś wrzuci stosownego screenshota na fanpage poświęcony głupim recenzjom.
  6. Kolejną moją lekturą była powieść „Na szlaku trumien” Petera Maya. Widać poprzednie zetknięcie z tym autorem niczego mnie nie nauczyło. A szkoda, bo dzieło jest raczej głupie, a na dodatek źle skonstruowane. Głównym problemem jest tu amnezja bohatera, który robił coś tajemniczego, a teraz nie pamięta ani co, ani po co. Udaje mu się zebrać kilka informacji, wciąż jednak daleki jest od rozwiązania zagadki, gdy wtem w dogodnym momencie wszystko sobie przypomina.
  7. Następnie przeczytałam „Strach” Jozefa Kariki, słowacką powieść grozy. Zaczyna się dobrze, kończy niezbyt satysfakcjonująco.
  8. Pod koniec miesiąca, zapewne pod wpływem serialu BBC, sięgnęłam po „Niepokoje komisarza Maigreta” Georges’a Simenona. Obawiam się, że niedługo przeczytam wszystko, co w tej serii wydano po polsku, i będę musiała przerzucić się na oryginały francuskie, co samo w sobie mi nie przeszkadza, będzie jednak wymagało ode mnie znalezienia stosownej księgarni internetowej.
  9. Nie dysponując innymi maigretami, przeczytałam dwa kryminały Jerzego Edigeya. Pierwszy z nich, o wydźwięku feministycznym, nosił tytuł „Alfabetyczny morderca”.
  10. Drugi zaś, wydźwięku tego pozbawiony, „Dwie twarze Krystyny”. Mam ich w tej chwili (kryminałów Edigeya, nie twarzy Krystyny) na czytniku jeszcze kilka, podejrzewam więc, że sierpień również będzie w nie obfitował, choć tymczasem przerzuciłam się na Agathę Christie.

IMG_0970.JPGPoza plażą miałam tu też inne rozrywki, acz także leniwe. Trzy dni temu wybraliśmy się na Hvar, gdzie — obejrzawszy fortecę i przespacerowawszy się tu i ówdzie — głównie siedzieliśmy po knajpach. Chciałam iść do jednego muzeum, ale akurat było zamknięe. Byłaby to z pewnością miła i relaksująca wycieczka, gdyby nie godziny kursowania promu. Na miejscu byliśmy w okolicach 7.30, wrócić zaś mogliśmy dopiero po osiemnastej. Trochę zbyt dużo czasu jak na brak napiętego planu zwiedzania.

Wasza Grażyna

Ps. Poza tym budzę się tu irytująco wcześnie nawet jeśli nie muszę. Co ta dorosłość robi z człowiekiem…

Ps2. Główne zdjęcie to kłamstwo w żywe oczy. Tak naprawdę jedna książka należy do Konrada, a reszta do Mateusza. Mój jest tylko flaming i czytnik.

4 uwagi do wpisu “Pamiętniki z wakacji 2018 #2 i przeczytane w lipcu

  1. Wiem, że jest wrzesień, ale ja sobie czasem wracam do spisów książek wartych/niewartych lektury. Wracam, choć za każdym razem kończy się na tym, że tak bardzo bym chciała wakacji, na których mogę przeczytać tyle książek! Jak ja Ci zazdroszczę!
    (A może to złudzenie? Może ja czytam mniej, ale też sporo, tylko jak się tego nie zbierze, to nie widać? Nie wiem. Ciekawe.)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s