Pamiętniki z wakacji 2018 #3

Jedyny problem z Prigradicą polega na tym, że na wszelkie wycieczki należy wyruszać bladym świtem nie tylko ze względu na godziny kursowania autobusów i promu, ale także na temperaturę. Uwielbiam słońce i ciepło, ale nie wtedy, gdy muszę w tym słońcu i cieple przebyć cztery i pół kilometra piechotą, z czego dwa i pół pod górkę. Dlatego niezależnie od celu podróży wstajemy wcześnie.

IMG_1052Taki na przykład autobus do miejscowości Korčula (odjeżdżający rzecz jasna z Blata. Do Prigradicy podobno kiedyś coś jeździło, ale już nie jeździ) wyrusza za dziesięć siódma. Ledwo udało nam się na niego zdążyć, być może dlatego, że zatrzymaliśmy się po drodze, aby uwiecznić wschód słońca. Każdemu mijanemu przystankowi nadawałam w myślach jakąś godną nazwę: Smokvica Kościół, Čara Centrum (to z uwagi na obecność poczty, sklepu i baru w tym akurat miejscu), Pupnat Rozstaje, Žrnovo Sklep, Korčula Dworzec Autobusowy. Z tegoż dworca ruszyliśmy od razu na poszukiwanie otwartego lokalu gastronomicznego, Mateusz i Konrad nie odczuwają bowiem w przeciwieństwie do mnie palącej potrzeby zjedzenia czegoś tuż po przebudzeniu. Poza tym i tak wszystko było jeszcze zamknięte.

IMG_1199.JPGZjadłszy, przeszliśmy się po mieście. Wstąpiłam kolejno na dwie wieże, z których można było podziwiać widoki. Nikt nie chciał mi towarzyszyć. Z Mateuszem weszliśmy też do muzeum w pałacu biskupim, w którym nie wolno było robić zdjęć. Z żalem uszanowałam ten zakaz. Znajdujące się naprzeciwko muzeum miejskie było niestety nieczynne z powodu remontu. Udaliśmy się zatem do domu Marco Polo, najbardziej znanego domniemanego mieszkańca miasta. Do wejścia do środka zniechęcił nas sprzedający bilety chłopak. Najpierw oświadczył, że nie ma wydać, potem zaś zapytał, czy na pewno chcemy wchodzić do środka, biorąc pod uwagę skromny rozmiar wystawy. Uznaliśmy, że skoro nawet on twierdzi, że nie warto, to istotnie nie warto i udaliśmy się do muzeum poświęconego osobie tegoż samego podróżnika. Po drodze minęliśmy przynajmniej dwa sklepy, w których można było nabyć ręczniki, koszulki i ścierki kuchenne powiązane z nim tematycznie. Korčulanom nie przeszkadza najwyraźniej brak pewności w kwestii jego faktycznego miejsca narodzin i zamieszkania.

IMG_1216.JPGEkspozycja w Muzeum Marco Polo była przygotowana starannie, acz nieco rozczarowująca. Składała się z pogrążonych w półmroku figur ludzi i zwierząt oraz nagrań prezentujących życie podróżnika. Podejrzewam, że głównym motywem stojącym za klimatycznym półmrokiem był fakt, że wielbłąd był nieco wyleniały.

IMG_1185.JPGZ Korčuli wróciliśmy się do Smokvicy, aby kupić tam wino. W autobusie usadowiliśmy się za mężczyzną, który z przejęciem udowadniał jadącej z nim kobiecie, że każdy prawdziwy podróżnik winien dysponować aplikacją Ubera, jak również opisywał swoją niesamowitą karierę zawodową i równie niesamowity samochód. Kobieta ograniczała się do potakiwania w odpowiednich momentach. W winiarni znaleźliśmy się niestety wraz z jakąś wycieczką zorganizowaną, wycofaliśmy się więc do okolicznego baru, który okazał się skupiać przede wszystkim ludność lokalną, co miało korzystny wpływ na obowiązujące w nim ceny i bardzo nam w związku z tym odpowiadało. Gdy wróciliśmy do winiarni, poza właścicielką powitały nas też dwa małe rude koty. W pierwszym odruchu chciałam je, rzecz jasna, kupić, a w razie konieczności ukraść, i zabrać ze sobą do Polski, lecz rozsądek niestety zwyciężył.

Następnego dnia nie ruszaliśmy się na żadne wycieczki, lecz spaliśmy długo (przynajmniej ja spałam) czytaliśmy książki i kąpaliśmy się w morzu. W pewnym momencie, gdy skończyłam pewne nie najwyższej jakości dzieło, popadłam w przygnębienie, wśród niezliczonych książek na czytniku nie znalazłam bowiem nic, co miałabym ochotę zacząć czytać akurat w tej chwili. Przypomniałam sobie jednak o instytucji przerwy między książkami, i odłożyłam wybór kolejnej na później. Podziałało.

IMG_1246.JPGKolejnego ranka wybrałam się — tym razem w towarzystwie Marty, za to bez Mateusza — do Vela Luki. Autobus miał na tyle przyzwoitości, że odchodził za piętnaście, a może nawet za dziesięć ósma. Wyruszyliśmy ze stosownym wyprzedzeniem, by nie zjawiać się na dworcu tak jak poprzednio, na ostatnią chwilę. Po drodze wpadliśmy na pomysł, by spróbować złapać stopa. Zatrzymał się przy nas już pierwszy samochód, toteż dalszą drogę na autobus przebyliśmy w komforcie. Mieliśmy też dość czasu, aby usiąść na kawę.

IMG_1253Pobyt w Vela Luce też rozpoczęliśmy od śniadania. Wzmocniwszy się nim, udaliśmy się do jaskini Vela špilja. Droga do niej przypomina trochę zabawę w podchody, należy bowiem podążać za umieszczonymi na ziemi i ścianach budynków znaków. Sama jaskinia nie jest duża, jednak wizyta w niej usatysfakcjonowała mnie. jak odkryłam w zeszłym roku, lubię jaskinie.

Na dół wracaliśmy tą samą drogą, lecz trwało to jakieś trzy razy krócej i było znacznie przyjemniejsze. Zdecydowaliśmy się jeszcze pójść na miejscową plażę. Nasza podoba mi się zdecydowanie bardziej, choć w Vela Luce mają fajne pomosty do skoków do wody. Ja i Konrad oddawaliśmy się im z podobnym entuzjazmem, co przebywające tam licznie dzieci. Początkowo obawiałam się, że przez nieuwagę skoczę któremuś na głowę, nic takiego się jednak nie wydarzyło.

IMG_1256.JPGW Vela Luce również odwiedziliśmy muzeum, niestety tylko na kilka minut, gdyż zamykano je w południe na kilka godzin, by otworzyć je znów wieczorem. Budynek, w którym się mieściło, zawierał w sobie również bibliotekę i osobliwie przypominał polskie szkoły, łącznie z pracami plastycznymi dzieci wywieszonymi tu i ówdzie.

IMG_1272.JPGDo Prigradicy nie wróciliśmy autobusem, postanowiliśmy bowiem odnaleźć w Vela Luce taksówkę. Zamiast taksówki znaleźliśmy jednak pracownika kramu z badziewiem dla turystów, który to pracownik kończył zmianę o czternastej i za opłatą zgodził się nas przetransportować. Jeszcze nigdy nie podróżowałam w ten sposób, co w owym dniu.

Dziś natomiast jest nasz ostatni dzień w Prigradicy. Marta i Konrad wracają jutro do Polski, my zaś jedziemy do Zagrzebia. Tymczasem planujemy godne zwieńczenie pobytu w postaci grilla. Jak prawdziwi Janusze i Grażyny!

Wasza Grażyna

4 uwagi do wpisu “Pamiętniki z wakacji 2018 #3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s