Pięć refleksji o pracy

Wyszłam dziś z pracy po ponad dziesięciu godzinach. Mózg miałam w takim stanie, że musiałam pięć razy przespacerować się wzdłuż stoiska z warzywami w Lidlu, by zdecydować, czy kupić paprykę, czy lepiej pomidora. W drodze do domu tak intensywnie myślałam o tym, jak bardzo jestem zmęczona, a przede mną jeszcze 390 słów* do przetłumaczenia po powrocie, że prawie wlazłam komuś pod rower.

Kiedy już weszłam do mieszkania, przebrałam się, wypiłam kawę i nastawiłam jajka na twardo na kolację, postanowiłam zadzwonić do ojca. Właśnie wracał z pracy (a chodzi na siódmą trzydzieści).

Z takimi rodzicami człowiek lemur nigdy nie poczuje się wystarczająco zmęczony.

***

Zauważyłam, że z pracą poza domem łączy się pewna drobna, acz nietypowa zmiana w moim życiu: jestem na bieżąco z gazetką Lidla. Do tej pory kojarzyło mi się to raczej z emeryturą.

***

Rano czas płynie jakoś dziwnie. Kiedy wstaję o szóstej, jestem w pracy dwadzieścia po ósmej. Kiedy wstaję o siódmej, docieram do biura o ósmej czterdzieści. Wynikałoby z tego, że jeśli wstanę o dziesiątej, będę w biurze o 9.40. Muszę to kiedyś przetestować.

***

Targają mną sprzeczności. Nie cierpię na przykład, gdy autor tłumaczonego przeze mnie tekstu używa pięciu słów tam, gdzie wystarczyłoby jedno. Tymczasem sama tłumacząc na polski odkryłam w którymś momencie, że „currently in Poland” zupełnie bezmyślnie przełożyłam jako „na obecnym etapie na terenie Rzeczpospolitej Polskiej”. A poza tym płacone mam przeważnie od słowa źródłowego.

***

Zapewne pamiętacie, jak zareagowała Irenka Żakowa na wieść o uzyskaniu stabilnej reakcji termojądrowej w plazmie deuteru*. Mój mąż z całą pewnością nie tylko tego nie pamięta, ale nawet nie wie. Dość powiedzieć, że Ignacy Borejko myli mu się z Cezarym Baryką. Nie przeszkadza mu to jednak podążać tą samą ścieżką i to nie tylko w kwestii radości, ale i smutków.

— Wyobrażasz sobie, — powiedziałam któregoś dnia — że klient zaprotestował przeciwko rozliczaniu tłumaczenia glosariusza na godziny, a nie na słowa?!
— To okropne! — oburzył się mój mąż bez mrugnięcia okiem.

 

* To mało, ale jak mi się nie chce, to wydaje się więcej.

** Jeśli nie pamiętacie, to tak:

„…zazgrzytał klucz w zamku.
— Czołem! – powiedział Żaczek promienny i radosny — Nigdy nie zgadniecie co się  zdarzyło!
— Dali Ci premię! – ucieszyła się mama.
— Nie… — ojciec przygasł lekko — Nowina moja jest z dziedziny diametralnie różnej — rozpromienił się na nowo — Uzyskano stabilną reakcję termojądrową w  plazmie deuteru!!!
— Matko Boska! Co za szczęście! — krzyknęła radośnie mama Żakowa. Nie miała wprawdzie pojęcia o co chodzi, jednakże była kobietą głęboko mądrą i jako taka lubiła podzielać mężowskie radości (…)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s