Przeczytane w listopadzie 2018

W tym roku nie odczułam tak bardzo uogólnionej chujozy listopada. Być może dlatego, że zdarzało mi się złapać trochę światła w drodze do pracy i podczas przerw na papierosa. Osobliwa rzecz z tym światłem, trochę jakbym była rośliną. W każdym razie mniej niż zwykle marzyłam o hibernacji. Głównie pracowałam i czytałam, jak zwykle.

  1. Zaczęłam od „Sprzedawczyka” Paula Beatty’ego w przekładzie Piotra Tarczyńskiego. Zastosowana przez tłumacza strategia budziła początkowo moje wątpliwości, wydawała mi się niespójna z uwagi na zestawienie obszernych komentarzy na temat kultury i historii, tłumaczenia występujących w książce fikcyjnych nazw własnych i braku przypisów do fragmentów w języku hiszpańskim (zazwyczaj tak czy inaczej streszczanych czy parafrazowanych w tekście głównym, czytelnikowi/czytelniczce zatem krzywda się nie dzieje). Ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że niespójność jest pozorna: jeżeli bowiem odczepimy się od forenizacji i domestykacji, zamiast tego zadając sobie pytanie „Co zrobić, żeby odbiorcy wynieśli z dzieła możliwie dużo, wszystko wskakuje na swoje miejsce. Poza tym mój mąż mówi, że normalni ludzie nie zwracają na takie rzeczy uwagi. A lemury to już w ogóle.
  2. Następnie pochłonęłam pięć tomów z serii Złota Podkowa, czemu sprzyjał fakt, że nie miałam sprawnego czytnika, książki te zaś są małe i lekkie, dzięki czemu łatwo zmieścić je w torebce, nawet razem z zakupami z Lidla. Były to mianowicie: „Orchidea”,
  3. „Mariamne żona Heroda”,
  4. „Wynalazek profesora Brenka”,
  5. „James Smith zabił człowieka”
  6. i „Pieczeń z antylopy”. W którymś z nich, nie pamiętam już w którym, był nawet fanfik o Sherlocku Holmesie. Sherlock miał w nim żonę i to właśnie ona rozwiązała zagadkę.
  7. W domu tymczasem zajmowałam się lekturą opasłego dzieła w twardej oprawie, a mianowicie biografii „Tove Jansson. Mama Muminków” autorstwa Boel Westin. Książka jest ciekawa i ładnie wydana, denerwuje mnie tylko jedna rzecz: tytuł. W książce obszernie opisywana jest niechęć Tove Jansson do postrzegania jej twórczości wyłącznie przez pryzmat Muminków. W oryginalnej wersji tytuł brzmi „Tove Jansson. Ord, bild, liv”, co, o ile tłumacz google nie kłamie, oznacza „Tove Jansson. Słowo, obraz, życie”. W polskiej, niestety, Muminków sobie nie podarowano. Jakby nie wystarczyła ich obecność na okładce, doprawdy.
  8. W tym samym mniej-więcej czasie w torebce nosiłam również „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął” Jonasa Jonassona. Bardzo relaksująca lektura.
  9. Następnie mama, nie mogąc patrzeć na moje cierpienia, dała mi w prezencie czytnik. Natychmiast ściągnęłam na niego wszystkie moje ebooki. Czytanie rozpoczęłam od Agathy Christie, tym razem — w sumie nieco przypadkowo — wszystkie dziejące się na Bliskim Wschodzie: „Morderstwo w Mezopotamii”,
  10. „Śmierć na Nilu”,
  11. i „Rendez-vous ze śmiercią”.
  12. Potem przeczytałam „Mundrą” Sylwii Szwed, czyli interesujący zbiór wywiadów z położnymi.
  13. Następnie sięgnęłam po horror Jozefa Kariki „Szczelina”. Najbardziej podobało mi się w nim to, że od początku wiedziałam, że nie będę bać się w nocy — nic, co pochłania lub doprowadza do szaleństwa osoby chodzące jesienią czy zimą po górach nie będzie miało szansy mnie dorwać.
  14. Miesiąc zakończyłam „Wyrobami. Pomysłowością wokół nas” Olgi Drendy, czyli książką o łabędziach z opon, monidłach, obrazach Giovanniego i podobnych zjawiskach, pisaną nie z pozycji wyższościowo-kwękających, lecz z przychylnym zaciekawieniem. Polecam.

Póki co mam nadzieję, że grudzień obejdzie się ze mną równie łagodnie. Czego i wam życzę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s