Przeczytane w 2018 i podsumowanie

O ile listopad nie dał mi się szczególnie we znaki, o tyle wciąż dziwię się, że w grudniu udało mi się powstrzymać od zapadnięcia w sen zimowy. Trochę też tego żałuję. W pracy dałoby się to jakoś załatwić, mąż zaniósłby zaświadczenie lekarskie o hibernacji do kadr i byłby spokój. Tymczasem jednak jakoś tam egzystowałam, choć nie była to egzystencja szczególnie malownicza. Niekiedy czułam się, jakbym całą dostępną energię zużywała w swojej spokojnej pracy biurowej, w związku z czym popołudniami głównie siedziałam na kanapie i czytałam kryminały. Albo tłukłam zlecenia, bo na to energia zawsze się gdzieś znajdzie. Najwidoczniej oprócz dodatkowego żołądka na pierogi mam też dodatkowy zbiornik energii na zarabianie hajsów. To u nas chyba rodzinne.

Ubiegły rok był szczęśliwie w ogólności znacznie lepszy niż jego końcówka: mieszczański, miły i niezbyt emocjonujący, co sobie cenię. Może napiszę o tym coś więcej w jakiejś innej notce. Tymczasem jednak należy wreszcie przejść do tradycyjnej listy przeczytanych w grudniu książek.

  1. Zaczęłam od „Służących do wszystkiego” Joanny Kuciel-Frydryszak. Jak wskazuje tytuł, książka ta przedstawia trudne — często urągające ludzkiej godności — warunki pracy służących w Polsce pierwszej połowy dwudziestego wieku. Przeczytałam ją z dużym zainteresowaniem.
  2. Następnie zaś przeczytałam „Dzieci księży” Marty Abramowicz. Mimo skąpego materiału źródłowego (co też o czymś świadczy) jest to lektura ciekawa.
  3. Potem chwilowo odechciało mi się non-fiction, jak również wszelkich ambitniejszych pozycji, pochłonęłam zatem kilka kolejnych pozycji z serii Złota Podkowa, jak to: „Biały jacht”,
  4. „Święty Mikołaj w Simpson Bar” i
  5. „Trzy duchy z Borneo”.
  6. Jako ambitniejszy przerywnik wystąpiło „Królestwo” Czytało się dobrze, ale nie wywołało głębszych przemyśleń. Może tylko przelotnie zadałam sobie pytanie, czy dwie sceny seksu w trójkącie mają się do siebie jakoś odnosić, czy autorowi po prostu spodobała się koncepcja.
  7. Potem znów popadłam w ciąg Agatek, pochłaniając „Dom przestępców”,
  8. „Entliczek-pentliczek”, przy którym miałam wrażenie, że kiedyś już to czytałam, ale nie jestem pewna, czy rzeczywiście tak było,
  9. „Zerwane zaręczyny”,
  10. „Morderstwo to nic trudnego”,
  11. „Godzinę zero” i
  12. „Tajemnicę rezydencji Chimneys”. Coraz bliższy jest moment, w którym te książki po prostu mi się skończą. Rzecz jasna, mogłabym je czytać bardziej oszczędnie, ale chyba do tego nie dojdzie. Dziś spontanicznie zaopatrzyłam się w kilka kolejnych.
  13. Potem nadeszły święta, a wraz z nimi czytanie prezentów. Prezentów nadających się do czytania jest jak zwykle sporo, a na pierwszy ogień poszło „Kompendium i Atlas Świata Dysku”, ładnie wydana i ciekawa publikacja dla fanów cyklu.
  14. Na koniec zaś powróciłam do non-fiction, a to dzięki prezentowi od męża — książce „Polskie Archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary” Piotra Litki, Bogdana Michalca i Mariusza Nowaka. Podoba mi się ujęcie tematu —morderstwo Katarzyny Zowady (tu zwanej z jakiegoś powodu Krystyną S.) stanowi pewną ramę, a wszystkie pozostałe sprawy opisywane są w bardziej lub mniej luźnym nawiązaniu do niego.

W sumie w 2018 przeczytałam 130 książek, czyli najwięcej w ciągu ostatnich czterech lat. Na drugim miejscu jest rok 2016, kiedy to byłam tak obrzydliwie produktywna, że aż mi się nie chce wierzyć: dużo pisałam, dużo czytałam, miałam dużo przemyśleń i prawdopodobnie robiłam też jakieś rzeczy. W 2018 czytanie i okazjonalne robienie rzeczy zajmowało mnie w takim stopniu, że nie chciało mi się już myśleć* ani pisać. Mam nadzieję, że w 2019 przynajmniej pisać mi się zachce.

*W każdym razie prywatnie. Zawodowo rozwiązywałam wiele różnych problemów, niektóre nawet skutecznie.

Jedna uwaga do wpisu “Przeczytane w 2018 i podsumowanie

  1. Dobrze to ujęłaś, mi grudzień minął bardzo podobnie. Styczeń toczy się póki co tym samym tempem.

    Poza tym chciałam ci powiedzieć, że jesteś moją inspiracją od czytelnictwa – mam plan też zapisywać książki, które przeczytałam.

    Tak bardzo lubię zwykłe blogi, takie, jak kiedyś, blogi w wersji 1.0. Ty wynotowałaś przykładowo przeczytane książki, ich tytuły są pogrubione, a pod żadnym z nich nie kryje się link! Nie można nic kupić, nikt nic nie reklamuje, w oczy nie rzuca mi się nazwa żadnego wydawnictwa, zupełnie jak kiedyś, w zamierzchłych czasach, kiedy notki były faktycznie notkami, notatkami w sensie, luźno rozrzuconymi.

    Trzymaj się i do następnego razu!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s