Lemur na ślubnym kobiercu. Część trzecia i ostatnia

W sobotę, jak już pisałam, odbył się ślub. Wstałam wcześnie rano z lekkim nerwowym bólem brzucha. Wbrew temu, co poprzedniego dnia skutecznie wmówił mojej mamie Mateusz, nie usiadłam do pracy, chociaż mogłam, bo miałam do skończenia próbkę dla biura tłumaczeń*, tylko stanęłam przed szafą i zamyśliłam się głęboko. Nie, nie zastanawiałam się nad tym, co włożyć na ślub, to wszak miałam już wcześniej zaplanowane. W końcu zdecydowałam się na moją jedyną rozpinaną koszulę i losową spódnicę. Koszula nieco rozłaziła się na biuście, co zazwyczaj nie ma znaczenia, gdyż mam pod spodem jakąś bluzkę, ale uznałam, że dziś zostanie mi to wybaczone. Dokonawszy tego trudnego wyboru, wykonałam poranne czynności i poszłam kupić Mateuszowi świeżą bułkę, żeby mógł się łudzić, że żeni się z troskliwa osobą. Potem wyszło na jaw, że wcale nie zjadł tej bułki.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część druga

W zasadzie całą tę imprezę odespałam dopiero teraz. Miałam napisać tę notkę wczoraj wieczorem, ale przed dziewiątą położyłam się na godzinkę i wstałam dziś o siódmej rano. Podobno mąż* próbował mnie budzić, ale byłam twarda i nie dałam się. Wstałam za to wypoczęta i radosna niczym skowronek. Konieczność zmierzenia się z niezbyt wdzięcznym tłumaczeniem nieco tę radość przyćmiła, nie zagłębiajmy się w to jednak. Doskonale wiem, że mogę na temat niezbyt wdzięcznych tłumaczeń wypowiadać się długo i obficie. Wiem również, że kompletnie was to nie interesuje, przejdę zatem do tematu właściwego, czyli dalszej części przygotowań do ślubu.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część pierwsza

W sobotę wyszłam za mąż. Nie pisałam o przygotowaniach i nie rozważałam wraz z połową internetu wszystkich możliwych szczegółów, bo gdyby całe przedsięwzięcie miało okazać się klapą, trzeba by się było tejże połowie internetu tłumaczyć. A ślub i wesele mogą okazać się klapą na wiele malowniczych sposobów. Mateusz mógł wszak uciec z moją babcią (sama to zasugerowała). Mogło nastąpić trzęsienie ziemi. Mogło się okazać, że w urzędzie nastąpiła pomyłka i ceremonia nie odbędzie się. I tak dalej. Teraz jednak, gdy wiem, że udało się uniknąć przeciwności losu, mogę wam o wszystkim po kolei wyczerpująco opowiedzieć.Czytaj dalej »

Ciasto francuskie a moralność

Ostatnio Mateusz wyjechał na weekend. Okazało się w związku z tym, że muszę samodzielnie zadbać o obiad, co nie zdarza mi się często. Zazwyczaj w takiej sytuacji gotuję sobie ogórkową i jem, póki się nie skończy albo ignoruję istnienie obróbki termicznej i żywię się kanapkami. Tym razem było inaczej, po głowie bowiem od paru dni chodziła mi idea jakiejś potrawy zawierającej ciasto francuskie i dużo cheddara.Czytaj dalej »

Wyszłam ze strefy komfortu

Była sobota i padał deszcz. Ja miałam katar, ból gardła i to uczucie w plecach, które ma się tylko przy gorączce. Zupełnie nie chciało mi się nigdzie iść, ale wyszłam, bo skoro zdecydowałam się na ten krok, chciałam doprowadzić sprawę do końca. Pojechałam tramwajem, nie rowerem. Po drodze wstąpiłam do apteki, kupiłam termometr i ibuprom, jak również wkładki do butów. A potem powlekłam się na miejsce. Zrobiono mi kawę, za dużą i za gorącą, ale relatywnie dobrą, i kazano czekać. Czekałam. Krótko. Nie zdążyłam nawet dopić. Kiedy mnie zawołano, wzięłam torebkę i poszłam.Czytaj dalej »