Lemur na ślubnym kobiercu. Część druga

W zasadzie całą tę imprezę odespałam dopiero teraz. Miałam napisać tę notkę wczoraj wieczorem, ale przed dziewiątą położyłam się na godzinkę i wstałam dziś o siódmej rano. Podobno mąż* próbował mnie budzić, ale byłam twarda i nie dałam się. Wstałam za to wypoczęta i radosna niczym skowronek. Konieczność zmierzenia się z niezbyt wdzięcznym tłumaczeniem nieco tę radość przyćmiła, nie zagłębiajmy się w to jednak. Doskonale wiem, że mogę na temat niezbyt wdzięcznych tłumaczeń wypowiadać się długo i obficie. Wiem również, że kompletnie was to nie interesuje, przejdę zatem do tematu właściwego, czyli dalszej części przygotowań do ślubu.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część pierwsza

W sobotę wyszłam za mąż. Nie pisałam o przygotowaniach i nie rozważałam wraz z połową internetu wszystkich możliwych szczegółów, bo gdyby całe przedsięwzięcie miało okazać się klapą, trzeba by się było tejże połowie internetu tłumaczyć. A ślub i wesele mogą okazać się klapą na wiele malowniczych sposobów. Mateusz mógł wszak uciec z moją babcią (sama to zasugerowała). Mogło nastąpić trzęsienie ziemi. Mogło się okazać, że w urzędzie nastąpiła pomyłka i ceremonia nie odbędzie się. I tak dalej. Teraz jednak, gdy wiem, że udało się uniknąć przeciwności losu, mogę wam o wszystkim po kolei wyczerpująco opowiedzieć.Czytaj dalej »

Ciasto francuskie a moralność

Ostatnio Mateusz wyjechał na weekend. Okazało się w związku z tym, że muszę samodzielnie zadbać o obiad, co nie zdarza mi się często. Zazwyczaj w takiej sytuacji gotuję sobie ogórkową i jem, póki się nie skończy albo ignoruję istnienie obróbki termicznej i żywię się kanapkami. Tym razem było inaczej, po głowie bowiem od paru dni chodziła mi idea jakiejś potrawy zawierającej ciasto francuskie i dużo cheddara.Czytaj dalej »

Wyszłam ze strefy komfortu

Była sobota i padał deszcz. Ja miałam katar, ból gardła i to uczucie w plecach, które ma się tylko przy gorączce. Zupełnie nie chciało mi się nigdzie iść, ale wyszłam, bo skoro zdecydowałam się na ten krok, chciałam doprowadzić sprawę do końca. Pojechałam tramwajem, nie rowerem. Po drodze wstąpiłam do apteki, kupiłam termometr i ibuprom, jak również wkładki do butów. A potem powlekłam się na miejsce. Zrobiono mi kawę, za dużą i za gorącą, ale relatywnie dobrą, i kazano czekać. Czekałam. Krótko. Nie zdążyłam nawet dopić. Kiedy mnie zawołano, wzięłam torebkę i poszłam.Czytaj dalej »

Polecam, Kobieta Lemur #4

Wychodzi na to że pora na kolejną odsłonę niniejszego cyklu, co przyjęłam z pewnym zdziwieniem, wydawało mi się bowiem, że wypada on we wtorek. To się zdarza, zwłaszcza ludziom, którzy zakończyli już edukację. Najważniejsze to zorientować się w porę, co też, jak widać, udało mi się uczynić. A zatem:Czytaj dalej »

Wieczność w domkach letniskowych

To, czego się boję i przed czym uciekam, a w każdym razie staram się uciekać, nazywa się wiecznością w domkach letniskowych i oznacza spędzanie każdych wakacji na jakimś, przeważnie znanym już i zbadanym, polskim zadupiu. Wiecie: las, trzy kilometry do najbliższego sklepu, lokalny akwen oferujący głównie zimną wodę, lokalna aura oferująca głównie deszcz, lokalna fauna obfitująca w ślimaki, kleszcze i komary (z czego te ostatnie wadzą mi najmniej).Czytaj dalej »

Sytuacje

Sytuacja pierwsza, w której ojciec nie zapomina o priorytetach.

— A właściwie czemu dzieci jedzą papier na lekcji? — zapytałam, przypominając sobie skrawki zeszytu od muzyki, które konsumowałam w czwartej klasie.
— Nie wiem, ale my z Iwoną kiedyś zjadłyśmy cały „Przekrój” — odparła moja mama.
— A krzyżówka była już rozwiązana? — zainteresował się ojciec, który wie, co jest w życiu ważne.Czytaj dalej »