Co u mnie

Najpierw były przygotowania do remontu. Wszystko trzeba było przepatrzeć, pochować do pudeł, niepotrzebne szpeja powyrzucać, meble zsunąć na środek i przykryć folią malarską. Odkryłam, że mam w domu rzeczy, których posiadania nie byłam świadoma, jak na przykład przynajmniej półmetrowej długości rurki do napojów, oraz że nie mam rzeczy, które myślałam, że mam, jak na przykład drugi tom komiksu „Maus”. Mój mąż odkrył natomiast, że jeśli chodzi o proste czynności wymagające manipulowania ciężkimi przedmiotami, nie ma ze mnie najmniejszego pożytku, istnieją natomiast duże szanse na katastrofę. Tej udało się szczęśliwie uniknąć.Czytaj dalej »

Reklamy

Baby są jakieś dziwne

Czasem mam ochotę wyjść ze złoconych ram dobrego wychowania i informować ludzi, którzy nie mają racji w internecie, że pierdolą. Myślę, że przez chwilę mogłabym poczuć się od tego lepiej. Problem w tym, że ludzi, którzy nie mają racji w internecie, nie skłoniłoby to do zmiany poglądów. Co prawda na rozsądną argumentację też są zazwyczaj raczej odporni, ale wtedy przynajmniej jest szansa. Zaś jedyne, co może w nich wzbudzić krótkie i płynące z serca „Ale ty pierdolisz!”, to poczucie, że właśnie zyskali status komcionauty wyklętego, brutalnie atakowanego przez przeważające siły wroga. Najczęściej nie piszę nic, bo nie mam czasu albo siły na flejmy. Tym razem też nic nie napisałam, ponieważ nie miałam ani jednego, ani drugiego.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2017 #4 (poniekąd)

Ostatniego dnia pobytu było pochmurno i chwilami padał nawet deszcz. Chyba po to, by łatwiej nam było wyjechać. Poszliśmy do muzeum morza, kupiliśmy wino, wysłaliśmy kartki, ostatni raz wykąpaliśmy się w morzu, a wieczorem podczas romantycznego spaceru obserwowaliśmy burzę po drugiej stronie zatoki. Następnego dnia o 6.50 rano wyjechaliśmy. Świeciło słońce, ale przestało za którymś kolejnym tunelem. Im bliżej Polski, tym bardziej było szaro i nieciekawie. Jesień.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2017 #3

IMG_6929Zauważyłam, że podczas tego wyjazdu zaszła we mnie zmiana: inaczej wchodzę do wody. Do niedawna robiłam to powoli, krok za krokiem, a najgorsze było zamoczenie majtek: wtedy od razu robiło mi się dwa razy zimniej. Ochlapywałam brzuch i ramiona, postępowałam jeszcze kilka kroków w głąb, i dopiero zaczynałam płynąć. W tym roku jednak cały ten cyrk z wchodzeniem chcę mieć jak najszybciej za sobą, optymalnym sposobem jest dla mnie skok, zanurzenie szybkie i pełne. Miast wchodzić dostojnie łagodnym zejściem preferowanym przez małe dzieci i dojrzałe panie, skaczę więc z pluskiem z krawędzi betonowej plaży.Czytaj dalej »