Przeczytane w sierpniu 2017

Wróciłam. Rozpakowałam walizki, nastawiłam dwa prania, czarne i białe, gdyż wybór tych kolorów pozwala na uzyskanie największej liczby czystych majtek, wysłałam Mateusza do sklepu, zdrzemnęłam się, po czym usiadłam na kanapie i zaczęłam rozważać, czy w ogóle powinnam włączać komputer. Bliska byłam decyzji, żeby dać sobie spokój, jednak myśl o tym, że Przeczytane i tak są już opóźnione, kazała mi podjąć to działanie. Wstałam z kanapy. Usiadłam na stanowisku wydajnej pracy, ściągnęłam pliki na poniedziałek, rozpakowałam je, przejrzałam, przetłumaczyłam z rozpędu kilka segmentów, po czym przypomniałam sobie, że nie taki był mój cel. I oto jestem, ja i dziesięć książek przeczytanych w sierpniu.Czytaj dalej »

Reklamy

Pamiętniki z wakacji 2017 #3

IMG_6929Zauważyłam, że podczas tego wyjazdu zaszła we mnie zmiana: inaczej wchodzę do wody. Do niedawna robiłam to powoli, krok za krokiem, a najgorsze było zamoczenie majtek: wtedy od razu robiło mi się dwa razy zimniej. Ochlapywałam brzuch i ramiona, postępowałam jeszcze kilka kroków w głąb, i dopiero zaczynałam płynąć. W tym roku jednak cały ten cyrk z wchodzeniem chcę mieć jak najszybciej za sobą, optymalnym sposobem jest dla mnie skok, zanurzenie szybkie i pełne. Miast wchodzić dostojnie łagodnym zejściem preferowanym przez małe dzieci i dojrzałe panie, skaczę więc z pluskiem z krawędzi betonowej plaży.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2017 #2

We czwartek udaliśmy się do Wenecji. Włożyłam najlepszą sukienkę i nawet zrobiłam jakiś makijaż, gdyż założyliśmy, że będzie to nasza romantyczna wycieczka z okazji podróży poślubnej, trzeba się więc było postarać. Mateusz również nie zaniedbał sprawy, wkładając koszulkę polo zamiast zwykłego tiszerta i fryzując brodę.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część trzecia i ostatnia

W sobotę, jak już pisałam, odbył się ślub. Wstałam wcześnie rano z lekkim nerwowym bólem brzucha. Wbrew temu, co poprzedniego dnia skutecznie wmówił mojej mamie Mateusz, nie usiadłam do pracy, chociaż mogłam, bo miałam do skończenia próbkę dla biura tłumaczeń*, tylko stanęłam przed szafą i zamyśliłam się głęboko. Nie, nie zastanawiałam się nad tym, co włożyć na ślub, to wszak miałam już wcześniej zaplanowane. W końcu zdecydowałam się na moją jedyną rozpinaną koszulę i losową spódnicę. Koszula nieco rozłaziła się na biuście, co zazwyczaj nie ma znaczenia, gdyż mam pod spodem jakąś bluzkę, ale uznałam, że dziś zostanie mi to wybaczone. Dokonawszy tego trudnego wyboru, wykonałam poranne czynności i poszłam kupić Mateuszowi świeżą bułkę, żeby mógł się łudzić, że żeni się z troskliwa osobą. Potem wyszło na jaw, że wcale nie zjadł tej bułki.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część druga

W zasadzie całą tę imprezę odespałam dopiero teraz. Miałam napisać tę notkę wczoraj wieczorem, ale przed dziewiątą położyłam się na godzinkę i wstałam dziś o siódmej rano. Podobno mąż* próbował mnie budzić, ale byłam twarda i nie dałam się. Wstałam za to wypoczęta i radosna niczym skowronek. Konieczność zmierzenia się z niezbyt wdzięcznym tłumaczeniem nieco tę radość przyćmiła, nie zagłębiajmy się w to jednak. Doskonale wiem, że mogę na temat niezbyt wdzięcznych tłumaczeń wypowiadać się długo i obficie. Wiem również, że kompletnie was to nie interesuje, przejdę zatem do tematu właściwego, czyli dalszej części przygotowań do ślubu.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część pierwsza

W sobotę wyszłam za mąż. Nie pisałam o przygotowaniach i nie rozważałam wraz z połową internetu wszystkich możliwych szczegółów, bo gdyby całe przedsięwzięcie miało okazać się klapą, trzeba by się było tejże połowie internetu tłumaczyć. A ślub i wesele mogą okazać się klapą na wiele malowniczych sposobów. Mateusz mógł wszak uciec z moją babcią (sama to zasugerowała). Mogło nastąpić trzęsienie ziemi. Mogło się okazać, że w urzędzie nastąpiła pomyłka i ceremonia nie odbędzie się. I tak dalej. Teraz jednak, gdy wiem, że udało się uniknąć przeciwności losu, mogę wam o wszystkim po kolei wyczerpująco opowiedzieć.Czytaj dalej »