Lemur na ślubnym kobiercu. Część trzecia i ostatnia

W sobotę, jak już pisałam, odbył się ślub. Wstałam wcześnie rano z lekkim nerwowym bólem brzucha. Wbrew temu, co poprzedniego dnia skutecznie wmówił mojej mamie Mateusz, nie usiadłam do pracy, chociaż mogłam, bo miałam do skończenia próbkę dla biura tłumaczeń*, tylko stanęłam przed szafą i zamyśliłam się głęboko. Nie, nie zastanawiałam się nad tym, co włożyć na ślub, to wszak miałam już wcześniej zaplanowane. W końcu zdecydowałam się na moją jedyną rozpinaną koszulę i losową spódnicę. Koszula nieco rozłaziła się na biuście, co zazwyczaj nie ma znaczenia, gdyż mam pod spodem jakąś bluzkę, ale uznałam, że dziś zostanie mi to wybaczone. Dokonawszy tego trudnego wyboru, wykonałam poranne czynności i poszłam kupić Mateuszowi świeżą bułkę, żeby mógł się łudzić, że żeni się z troskliwa osobą. Potem wyszło na jaw, że wcale nie zjadł tej bułki.Czytaj dalej »

Rozczarowania

Czasem, pogrążeni w kontemplacji dobra i piękna, nie mówiąc już o prawdzie, skupieni na pozytywnym myśleniu i odkrywaniu jasnych stron życia, zapominamy o codziennych drobnych rozczarowaniach. Jednak one także stanowią część naszej egzystencji. Czy można przechodzić obok nich obojętnie? Wystarczy przecież zatrzymać się na chwilę i zastanowić, by zauważyć je, odkryć w sobie i w otoczeniu. Co też uczyniłam.Czytaj dalej »

Śnieg

We Warszawie śnieg spadł już parę dni temu, o czym dowiedziałam się z Facebooka. Jak zawsze. pomyślałam wtedy, że nie powinno mnie to obchodzić, bo Warszawa jest daleko, w krainie płaskiej, jakby kto przejechał walcem (równiny zawsze wydawały mi się podejrzane). Ale wiadomo nie od dziś, że wszystko, co we Warszawie, wcześniej czy później przywleczone zostanie do Krakowa. Śnieg też.Czytaj dalej »

Złote sandałki

IMG_5927Dawno temu, gdy miałam siedem albo osiem lat, pojechaliśmy na wakacje do Chorwacji. Pamiętam, że szybko przeczytałam wszystkie książki, które ze sobą wzięłam (ten nawracający problem wiele lat później miał rozwiązać czytnik), w związku z czym zaczęłam interesować się cudzymi. Ojciec czytał wtedy „Dzienniki” Kisielewskiego. Też chciałam. „To jest o nudnych rzeczach,” — powiedział mi ojciec. — „a nie o tym, że na przykład autor kupił sobie buty”. Zrozumiałam wówczas, że dzieła autobiograficzne dzielą się na takie, w których autor pisze o tym, że kupił sobie buty, i takie, w których nie. Ważna życiowa lekcja.Czytaj dalej »