Pamiętniki z wakacji 2018 #4

W nasz ostatni wieczór w Prigradicy zorganizowano festyn. Śmialiśmy się, że to z radości z powodu naszego wyjazdu. Nie poszliśmy. Nie urządziliśmy też grilla na podwórku. Wystarczył nam piekarnik. Może jesteśmy nudnymi ludźmi. Albo po prostu już wtedy łapało nas przeziębienie.

IMG_1312
Balony już przygotowane na festyn

Czytaj dalej »

Przeczytane w lutym 2018

Pierwotnie miałam sobie tę dzisiejszą notkę odpuścić z powodu choroby, na którą, co nieszczególnie mnie dziwi, zapadłam tuż przed planowanym urlopem wypoczynkowym. Organizm uznał zapewne, że to doskonała okazja, by zaprzyjaźnić się z jakimś nowym wirusem. Ostatecznie doszłam do wniosku, że notka w terminie jednak wam się należy. Przedstawiam zatem skromną lutową listę przeczytanych książek.Czytaj dalej »

Sytuacje

Sytuacja pierwsza, w której ojciec nie zapomina o priorytetach.

— A właściwie czemu dzieci jedzą papier na lekcji? — zapytałam, przypominając sobie skrawki zeszytu od muzyki, które konsumowałam w czwartej klasie.
— Nie wiem, ale my z Iwoną kiedyś zjadłyśmy cały „Przekrój” — odparła moja mama.
— A krzyżówka była już rozwiązana? — zainteresował się ojciec, który wie, co jest w życiu ważne.Czytaj dalej »

Formularze, które uczyniły mnie szczęśliwą

zus
Źródło: http://blogprawny.ghmw.pl/medycyna/elektroniczne-zwolnienia-lekarskie-2015-r/

Nowa praca to, jak wiadomo, źródło nowych doświadczeń. Miałam okazję przekonać się o tym w zeszłym tygodniu, kiedy to po raz pierwszy w życiu poszłam na L4. Nie dlatego, żebym wcześniej nie chorowała. Chorowałam, owszem, niezbyt często i niezbyt poważnie, ale zdarzało się. Tyle tylko, że nie szedł za tym żaden oficjalny papier, ten bowiem mojego gustującego w umowach śmieciowych byłego pracodawcę obchodził tyle, co zeszłoroczny śnieg. Czasem nie szła za tym też nieobecność na stanowisku pracy, bo ostatecznie hajsy same się nie zarobią.Czytaj dalej »

Czego nauczyli mnie moi rodzice

428864_10151031834748162_1025532673_n
Ja z rodzicami. Zdjęcie z dzieciństwa.

Piątego marca, w dzień teściowej, urodziny miała moja mama. Czternastego marca, w dzień liczby Pi, będzie miał je mój tata. Dzień wypadający pomiędzy tymi dwiema datami to dobra okazja, by umieścić na niniejszym blogasku wpis okolicznościowy. Przed państwem lista rzeczy, których nauczyli mnie moi rodzice.

Czytaj dalej »

Uroki choroby wczoraj i dziś

DSC_0770Kiedyś chorowanie było lepsze. Miało się różne dolegliwości, ale przynajmniej nie szło się do szkoły, a potem dostawało się zwolnienie z wuefu na tydzień. Spało się jeszcze, gdy domownicy wychodzili z domu. Potem znajdowało się w kuchni kanapki nakryte talerzem, tabletki i letnią herbatę. Zjadało się to, siedząc w piżamie przed telewizorem. Boso, bo przez te kilka godzin nie było w okolicy nikogo, kto nakazałby ubrać pantofle. Później, nadal boso, marnotrawiło się czas. Po powrocie rodziców z pracy dostawało się burę za brak pantofli, kolejną porcję tabletek i termometr rtęciowy pod pachę. Czasem upuszczało się go lub strącało na ziemię, a srebrne kuleczki toczyły się po podłodze. Mama zbierała je w jedną dużą kulkę, zabraniając niestety udziału w tej fascynującej czynności. Jadło się też specjalne potrawy — galaretkę w przypadku anginy (najczęściej miało się właśnie anginę) i ryż z jabłkami w przypadku problemów żołądkowych.Czytaj dalej »