Poranek superbohaterki

Opowiadanie powstało na podstawie pewnego snu. Odnoszę wrażenie, że był bardziej dramatyczny.

golab_w_locie
Źródło

Zanim gołąb grozy zaatakował miasto, Maria Walczak, trzydziestopięcioletnia pielęgniarka zamieszkała na osiedlu Podwawelskim, zdążyła wrócić do domu o nocnej zmianie w pracy, robiąc po drodze zakupy, przebrać się w ciuchy na po domu, załadować pralkę, nastawić rosół i zacząć zmywać naczynia. Jedno, czego nie zdążyła, to usiąść. Szorowała właśnie patelnię, gdy odebrała wiadomość o ataku.

Czytaj dalej »

Reklamy

Kuszenie pięćdziesiątki

Przynętę na tramwaje warzyło się z mgły (jak wszystko inne), smaru, miodku tureckiego od umrzyków, czarnej wody z kałuży, kleju i szczmuchu. Najważniejszy był szczmuch. Robił go Aptekarz i sprzedawał w małych buteleczkach z zielonego szkła, w proszku lub w roztworze. Tramwaje przepadały za szczmuchem i za miodkiem tureckim.Czytaj dalej »

Lekkomyślna pięćdziesiątka

Było rano, jakaś głupia godzina, o której na polu bywają tylko emeryci, studenci i wagarowicze. Oraz ludzie wracający od lekarza. Niemal pusty tramwaj toczył się przez zamglony Kraków, mijając rzędy bloków i sklepów osiedlowych. Motornicza nerwowo przygryzała wargę, brwi miała zmarszczone. Lecz nikt nigdy nie patrzy w twarze motorniczych.Czytaj dalej »

Wycieczka

Źródło: http://www.panoramio.com/user/4435641/tags/Stalowa%20Wola%20ul%20Energetyk%C3%B3w%20OZET

Chciałabym kiedyś w dzień powszedni, najlepiej, żeby to był wtorek albo środa, w godzinach przedpołudniowych wyjść z domu, pojechać gdzieś autobusem i pospacerować po nieznanym osiedlu. Patrzeć na emerytki z wózeczkami na zakupy, na młode matki z wózeczkami na dzieci, na snujących się wagarowiczów. Kupić fajki w obcym kiosku, nadać list na obcej poczcie, w obcym warzywniaku wybrać sobie trzy ładne jabłka i kilo śliwek.

Chciałabym, żeby dzień był wtedy pochmurny, umiarkowanie chłodny, żeby suche liście leżały na trawnikach. Ja miałabym na sobie ciepłą szarą bluzę i dżinsy, bardzo lekki makijaż. Nie rzucałabym się w oczy. Udawałabym, że gdzieś idę, do przychodni albo na zakupy, że mam jakiś bardzo konkretny cel, że wcale nie przyszłam włóczyć się, zwiedzać.

A tak naprawdę gapiłabym się na bloki, najlepiej, żeby to były stare bloki mieszczące w sobie starych ludzi i zapach kapusty, na trzepaki, na śmietniki, na supersam i może na przedszkole albo szkołę. Badałabym stopami powierzchnię chodnika. Badałabym oczami doniczki na balkonach. Zabrałabym kilka kasztanów do kieszeni.

Potem poszłabym na przystanek, usiadłabym na ławce koło jakiejś pachnącej Panią Walewską osoby z siatami, zjadłabym nieumytą śliwkę, sprawdziła Facebooka w komórce. Nadjechałby autobus, który o tej porze byłby dość pusty, i zawiózłby mnie z powrotem do mojego kawałka rzeczywistości.

Migawki z lata w mieście

Są takie momenty, nieszczególnie ważne, niemające w szerszym kontekście żadnego znaczenia, których nie da się uchwycić na zdjęciu z telefonu, choćby się godzinę wybierało odpowiedni filtr. A chciałoby się, tak bardzo by się chciało zamknąć je w jakiejś skondensowanej formie, tak, żeby móc je po prostu pokazać, że masz, proszę, było się w okolicznościach takich to a takich, poczuto to i tamto, pomyślano siamto i owamto, pozostaw lajeczka, dziękuję.Czytaj dalej »

Emerytki

hala targowa
źródło: http://www.unitarg.krakow.pl/ut/modules/xoopsfaq/index.php?cat_id=1

Składa się tak, że w piątek koło południa przedzieram się rowerem przez okolice Hali Targowej. Mijam samochody dostawcze i osobowe, rodziców z dziećmi, zażywnych jegomości taszczących skrzynki, chodzące parami emerytki, wszystkie z rękoma zaciśniętymi na torebkach, wszystkie w bezkształtnych spódnicach do pól łydki i schludnych bluzkach koszulowych. Sweterki i żakiety przerzucone przez ramię, bo pogoda taka piękna, nie ma się co w tym gotować. Włosy krótkie, siwe, starannie ułożone. Jedna tylko wyróżnia się fioletowym kokiem i równie fioletową grzywką z rzadkich drobnych loczków. Gdy mijam je zbyt w ich odczuciu szybko lub zbyt blisko, krzyczą „Jezusie nazareński!”, „Święty Jacku z pierogami!”, „Józefie święty!”, zupełnie jakbym pędziła jak szatan, a przecież toczę się powoli i dostojnie, bo inaczej nie da się w tym ścisku. Wyłapuję też strzępy rozmów: „Był moim prawdziwym przyjacielem, codziennie przynosił mi gazetę”; „To wszystko pryskane, a do tego drogie”; „Po mięso zawsze tu chodzę”…Czytaj dalej »

Sen o Wrocławiu

Po raz kolejny śni mi się Wrocław. W moim śnie jest miastem mrocznym, zagmatwanym, kryjącym w sobie jakieś ponure tajemnice: zombie w piwnicach, duchy na strychach, czyste zło w rurach kanalizacyjnych, a ja zjawiam się tam na zaproszenie znajomego. Mieszka on na dziewiątym piętrze dziwnego tworu będącego połączeniem kamienicy i wieżowca. Siedzimy, gadamy, potem ja wychodzę na chwilę do kiosku czy do sklepu. Jest lato, zmierzcha. Pod klatką zaczepia mnie jakiś dresik, jest trochę pijany, rzuca sprośne teksty. Każę mu spadać, a on chyba próbuje mnie przed czymś ostrzec, ale nie wiem, przed czym, gdyż jego dresiarskie słownictwo jest zbyt ograniczone. Wchodzę do klatki, wsiadam do starej skrzypiącej windy, naciskam dziewiątkę. Winda jedzie w górę, a potem skręca. W końcu zatrzymuje się. Klatka schodowa wygląda jakoś inaczej, lecz to przecież obce miejsce, nowe, może źle coś zapamiętałam. Naciskam klamkę drzwi do mieszkania, które wydaje mi tym właściwym, ale rzecz jasna jest to zupełnie inne mieszkanie: inny rozkład, wystrój, nawet wysokość. Odbywają się tam tajne komplety — od razu wiem, jestem pewna tą oniryczną pewnością, że to właśnie one, a nie na przykład normalne korepetycje. Młodzi ludzie siedzą na podłodze i kanapie, wśród nich nauczycielka, też młoda, coś im tłumaczy. Światło jest przygaszone, okna zasłonięte. Pytam, o co chodzi z tą windą, a ona opowiada mi coś o czarnej magii, energii miejsca, wyjaśnia ten cały wrocławski mrok, ale nic z tego nie jestem w stanie zapamiętać. Najważniejsze z całego tego wywodu wydaje mi się to, że jestem tylko w sąsiednim budynku, nie w sąsiednim wymiarze. Dziękuję, żegnam się, wracam do mieszkania znajomego. Potem się budzę. To nie był koszmar. Cała ta aura niesamowitości i mroku nie robiła na mnie szczególnego wrażenia, nie bałam się, zupełnie jakbym uczestnicząc w wydarzeniach jednocześnie oglądała je przez szybę.Czytaj dalej »