Przeczytane w październiku 2018

Nie pisałam przez miesiąc. Próbowałam, ale nie wychodziło. Zdania były kanciaste, treść wtórna. Być może cały swój potencjał intelektualny zużywałam w pracy, choć przecież wyznaję zasadę, by nie dawać z siebie wszystkiego, bo coś przecież trzeba zostawić dla siebie. Podejrzewam, że po prostu nie miałam go w poprzednim miesiącu zbyt wiele.

Wybór październikowych lektur zdaje się ten stan rzeczy potwierdzać. Nie czytałam dzieł ważnych, wybitnych, poszerzających horyzonty, choć kilka nawet kupiłam. Zamiast tego karmiłam się taśmowo kryminałami.Czytaj dalej »

Reklamy

Przeczytane we wrześniu 2018

Czasami, gdy nakupię sobie książek, mam ochotę wciągnąć nosem wszystkie naraz, a wobec braku takiej możliwości przynajmniej nie robić przerw pomiędzy. Bywają też jednak okresy, kiedy patrzę na listę nowych książek na czytniku i wiem, że powinny mi się podobać, ale nie czuję chęci przeczytania żadnej z nich. Być może tak czują się ludzie, którzy nie mają apetytu. Nie wiem. Zakładam, że kiedyś zdarzyło mi się nie mieć apetytu, ale nie pamiętam, jak to jest.Czytaj dalej »

Przeczytane w sierpniu, czyli miesiąc z Agathą Christie

Sierpień był miesiącem raczej kontrastowym — z jednej strony cudowny urlop, rocznica ślubu, wesele kuzyna, ruskie pierogi i porządek w szufladzie z bielizną, z drugiej tajemnicza awaria zlewu, o której po dziś dzień nie wiadomo, czy została usunięta, czy tylko przyczaiła się na jakiś czas, przeziębienie, osłonka od łańcucha rowerowego, która nie chce ani trzymać się na miejscu, ani definitywnie odpaść, a wreszcie powidła śliwkowe mojej mamy, które po otwarciu okazały się spleśniałe. Być może dlatego, w ramach przeciwwagi, moje lektury były dość monotonne.Czytaj dalej »

Przeczytane w czerwcu 2018

Dotarło do mnie właśnie, że nie pamiętam dobrze początku czerwca. Coś się wtedy działo, ale wydarzenia te zdają mi się nader odlegle. Pierwszego był Dzień Dziecka i kupiłam mężowi książkę, której ten nie przeczytał, w związku z czym nie mogę przeczytać jej ja. Mogłabym, ale co to byłby wtedy za prezent. On kupił mi lampkę na rower. Piątego przyszła pensja, bo zawsze wtedy przychodzi, chyba że jest akurat weekend albo święto, to wtedy przychodzi wcześniej. Tyle jestem w stanie ustalić.Czytaj dalej »

Przeczytane w maju 2018

Śniło mi się, że na śmierć zapomniałam, że dziś jest ślub mojego kuzyna Piotrka z Tarnowa, wnuka cioci Zosi. Obudziłam się wobec tego o szóstej i w pierwszej chwili zamierzałam od razu zadzwonić do mamy, żeby upewnić się, że to na pewno był sen, a jeśli nie, to przynajmniej że ślub jest w Tarnowie, a nie na Wyspach, gdzie ówże kuzyn od kilku lat mieszka. Szybko doszłam do wniosku, że o tej porze w sobotę nawet moja mama, u której tendencja do wstawania bladym świtem pogłębia się z wiekiem, może jeszcze spać. Poczekałam zatem do dziewiątej, kiedy to już zaczyna wypadać dzwonić do ludzi, i ostatecznie upewniłam się, że był to tylko sen. I dobrze, bo gdyby okazało się inaczej, nie zdążyłabym dzisiaj zdać wam raportu z przeczytanych w maju książek ani pokończyć zleceń. Od was mogłabym chyba liczyć na wybaczenie, podejrzewam jednak, że dla klientów nieoczekiwany ślub i wesele w rodzinie to słabe usprawiedliwienie.Czytaj dalej »

Przeczytane w styczniu 2018

Sama nie wiem, co mam myśleć o tym styczniu. Z jednej strony trwał tak długo, że ledwo pamiętam o książkach, które przeczytałam na początku, z drugiej jednak wcale się nie dłużył, nie był pasmem ciągnących się w nieskończoność podobnych do siebie dni, jak to się zdarza z niektórymi miesiącami. Nie, żeby wydarzenia były jakoś szczególnie zróżnicowane. W pracy praca, po pracy często również praca, czasem jakieś rozrywki nieodbiegające od normy. A książek tylko sześć, bo tramwajem mam dwanaście minut w jedną stronę, rano przeważnie na stojąco, to co ja za ten czas przeczytam?Czytaj dalej »