Przeczytane w czerwcu 2017

Zaistniał problem. Polega on na tym, że powoli kończą mi się pomysły na tych kilka wstępnych zdań postów w cyklu „Przeczytane”. Zawsze jest tak samo: [wstaw miesiąc] zleciał szybko/wolno. W [wstaw miesiąc] czytałam dużo/mało/głównie [wstaw gatunek]. Lubię/nie lubię [wstaw miesiąc], bo [wstaw powód]. Jeszcze nie wymyśliłam, jak problem ten rozwiązać ani czy w ogóle go rozwiązywać. Tym jednak mogę zająć się później. Teraz pora na to, na co z pewnością czekacie z utęsknieniem: na kolejną listę.Czytaj dalej »

Przeczytane w maju 2017

Nadszedł czerwiec, co mnie cieszy, gdyż w czerwcu mam urodziny (dwudziestego, postarajcie się to zapamiętać), a poza tym jest ciepło. Nadszedł również Dzień Dziecka, co na niniejszym blogasku nie będzie celebrowane w sposób szczególny, są bowiem rzeczy ważniejsze niż wpisy okolicznościowe, a mianowicie wpisy cykliczne. Konkretnie zaś Przeczytane.Czytaj dalej »

Przeczytane w marcu 2017

Jakiś czas temu czytałam tekst o tym, jak czytać cztery książki miesięcznie. Nie pamiętam niestety szczegółów ani nawet autorki (poza tym, że istotnie była to osoba płci żeńskiej), gdyż kliknęłam na niego w zasadzie przypadkiem i tylko szybko przeleciałam wzrokiem. Zdaje się, że było tam coś o nawykach i noszeniu książki w torebce. Tak się składa, że w marcu przeczytałam właśnie cztery książki, a osobliwie:Czytaj dalej »

Przeczytane w lutym 2017

0b47e62cd5c99cd9793058dc051132fd
Okładka Ferenca Pintera do któregoś maigreta

Skończył się luty i nadeszła wiosna. Jeszcze nie oficjalnie, ale ja wiem swoje, dlatego wczoraj pierwszy raz w tym roku poszłam do sklepu w bluzie i tenisówkach. Daleko nie mam, choć nie był to mój osiedlowy. Musiałam iść do innego, bo w osiedlowym skończyły się moje papierosy, a także wszystkie inne sensowne alternatywy. Na półce stoją już tylko smętne LD zielone, których najwyraźniej nie pali nikt w okolicy, a nowa dostawa będzie, jak wyprzedane zostaną wszystkie paczki bez tych czarownych ilustracji, co to mają niby zniechęcać, a w rzeczywistości rozbudzają tylko instynkt kolekcjonerski. Nie mogę się zdecydować, czy wolę płód z popiołu czy małą białą trumienkę.

Nie o tym jednak miałam dziś pisać. Miało być o książkach. I będzie, choć luty był pod tym względem wyjątkowo monotonny. Przeczytałam bowiem dziesięć maigretów (i obejrzałam kolejne dwa, ale o tym była już mowa). Były to:Czytaj dalej »

Przeczytane w styczniu 2017

Styczeń nie był dla mnie miesiącem lekkim, a to głównie z przyczyn zawodowych. Cieszę się zatem, że napisałam chociaż te pięć notek. Planowałam siedem, który to poziom udawało mi się utrzymywać przez ostatnie pół roku. Nie wyszło trudno, nie mam siły się jeszcze i tym przejmować. W zaistniałej sytuacji dziwić może, że w ogóle chciało mi się cokolwiek czytać. A jednak.Czytaj dalej »