O wyższości snów filmowych nad snami literackimi

Już nawet nie mogę mieć porządnych snów typu telewizja w głowie, jak u normalnych ludzi, tylko musi mi się śnić powieść albo komiks, w dodatku w czerni i bieli. Ten utwór z ostatniego snu napisał podobno Michał Witkowski, choć to nie jego tematyka i nie jego styl, a zilustrował Maciej Sieńczyk, choć stylizacja na rysunki dziecięce to też jakby do niego niepodobne. Nic się nie zgadza, wszystko jest nie tak.Czytaj dalej »

Reklamy

Wszystko przemija

Od rana szukam ilustracji do mojego snu, był to bowiem sen w formie książki dla młodzieży. Starej, na pożółkłym papierze, jak te wszystkie Siesickie ze szkolnej biblioteki. Jestem pewna, że gdzieś już widziałam jeśli nie konkretny rysunek, to przynajmniej tę kreskę.Czytaj dalej »

Poranek superbohaterki

Opowiadanie powstało na podstawie pewnego snu. Odnoszę wrażenie, że był bardziej dramatyczny.

golab_w_locie
Źródło

Zanim gołąb grozy zaatakował miasto, Maria Walczak, trzydziestopięcioletnia pielęgniarka zamieszkała na osiedlu Podwawelskim, zdążyła wrócić do domu o nocnej zmianie w pracy, robiąc po drodze zakupy, przebrać się w ciuchy na po domu, załadować pralkę, nastawić rosół i zacząć zmywać naczynia. Jedno, czego nie zdążyła, to usiąść. Szorowała właśnie patelnię, gdy odebrała wiadomość o ataku.

Czytaj dalej »

Sen

Trzecia w nocy. Budzi mnie dźwięk fejsbukowego Messengera. Sięgam po telefon na szafkę. Smyram ekran, ale nic się nie dzieje. Po chwili coś tam dostrzegam, ale podświetlone ledwo-ledwo, tak że nie da się odczytać. Wyłączam i włączam, co nie daje żadnej poprawy. Wstaję, idę do kuchni. To nie jest moja kuchnia, jest większa, a w dodatku trwa w niej remont. Na ścianach świeża biała farba.Czytaj dalej »

Sen o Wrocławiu

Po raz kolejny śni mi się Wrocław. W moim śnie jest miastem mrocznym, zagmatwanym, kryjącym w sobie jakieś ponure tajemnice: zombie w piwnicach, duchy na strychach, czyste zło w rurach kanalizacyjnych, a ja zjawiam się tam na zaproszenie znajomego. Mieszka on na dziewiątym piętrze dziwnego tworu będącego połączeniem kamienicy i wieżowca. Siedzimy, gadamy, potem ja wychodzę na chwilę do kiosku czy do sklepu. Jest lato, zmierzcha. Pod klatką zaczepia mnie jakiś dresik, jest trochę pijany, rzuca sprośne teksty. Każę mu spadać, a on chyba próbuje mnie przed czymś ostrzec, ale nie wiem, przed czym, gdyż jego dresiarskie słownictwo jest zbyt ograniczone. Wchodzę do klatki, wsiadam do starej skrzypiącej windy, naciskam dziewiątkę. Winda jedzie w górę, a potem skręca. W końcu zatrzymuje się. Klatka schodowa wygląda jakoś inaczej, lecz to przecież obce miejsce, nowe, może źle coś zapamiętałam. Naciskam klamkę drzwi do mieszkania, które wydaje mi tym właściwym, ale rzecz jasna jest to zupełnie inne mieszkanie: inny rozkład, wystrój, nawet wysokość. Odbywają się tam tajne komplety — od razu wiem, jestem pewna tą oniryczną pewnością, że to właśnie one, a nie na przykład normalne korepetycje. Młodzi ludzie siedzą na podłodze i kanapie, wśród nich nauczycielka, też młoda, coś im tłumaczy. Światło jest przygaszone, okna zasłonięte. Pytam, o co chodzi z tą windą, a ona opowiada mi coś o czarnej magii, energii miejsca, wyjaśnia ten cały wrocławski mrok, ale nic z tego nie jestem w stanie zapamiętać. Najważniejsze z całego tego wywodu wydaje mi się to, że jestem tylko w sąsiednim budynku, nie w sąsiednim wymiarze. Dziękuję, żegnam się, wracam do mieszkania znajomego. Potem się budzę. To nie był koszmar. Cała ta aura niesamowitości i mroku nie robiła na mnie szczególnego wrażenia, nie bałam się, zupełnie jakbym uczestnicząc w wydarzeniach jednocześnie oglądała je przez szybę.Czytaj dalej »