Pamiętniki z wakacji 2017 #4 (poniekąd)

Ostatniego dnia pobytu było pochmurno i chwilami padał nawet deszcz. Chyba po to, by łatwiej nam było wyjechać. Poszliśmy do muzeum morza, kupiliśmy wino, wysłaliśmy kartki, ostatni raz wykąpaliśmy się w morzu, a wieczorem podczas romantycznego spaceru obserwowaliśmy burzę po drugiej stronie zatoki. Następnego dnia o 6.50 rano wyjechaliśmy. Świeciło słońce, ale przestało za którymś kolejnym tunelem. Im bliżej Polski, tym bardziej było szaro i nieciekawie. Jesień.Czytaj dalej »

Reklamy

Przeczytane w sierpniu 2017

Wróciłam. Rozpakowałam walizki, nastawiłam dwa prania, czarne i białe, gdyż wybór tych kolorów pozwala na uzyskanie największej liczby czystych majtek, wysłałam Mateusza do sklepu, zdrzemnęłam się, po czym usiadłam na kanapie i zaczęłam rozważać, czy w ogóle powinnam włączać komputer. Bliska byłam decyzji, żeby dać sobie spokój, jednak myśl o tym, że Przeczytane i tak są już opóźnione, kazała mi podjąć to działanie. Wstałam z kanapy. Usiadłam na stanowisku wydajnej pracy, ściągnęłam pliki na poniedziałek, rozpakowałam je, przejrzałam, przetłumaczyłam z rozpędu kilka segmentów, po czym przypomniałam sobie, że nie taki był mój cel. I oto jestem, ja i dziesięć książek przeczytanych w sierpniu.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2017 #3

IMG_6929Zauważyłam, że podczas tego wyjazdu zaszła we mnie zmiana: inaczej wchodzę do wody. Do niedawna robiłam to powoli, krok za krokiem, a najgorsze było zamoczenie majtek: wtedy od razu robiło mi się dwa razy zimniej. Ochlapywałam brzuch i ramiona, postępowałam jeszcze kilka kroków w głąb, i dopiero zaczynałam płynąć. W tym roku jednak cały ten cyrk z wchodzeniem chcę mieć jak najszybciej za sobą, optymalnym sposobem jest dla mnie skok, zanurzenie szybkie i pełne. Miast wchodzić dostojnie łagodnym zejściem preferowanym przez małe dzieci i dojrzałe panie, skaczę więc z pluskiem z krawędzi betonowej plaży.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2017 #2

We czwartek udaliśmy się do Wenecji. Włożyłam najlepszą sukienkę i nawet zrobiłam jakiś makijaż, gdyż założyliśmy, że będzie to nasza romantyczna wycieczka z okazji podróży poślubnej, trzeba się więc było postarać. Mateusz również nie zaniedbał sprawy, wkładając koszulkę polo zamiast zwykłego tiszerta i fryzując brodę.Czytaj dalej »

Wieczność w domkach letniskowych

To, czego się boję i przed czym uciekam, a w każdym razie staram się uciekać, nazywa się wiecznością w domkach letniskowych i oznacza spędzanie każdych wakacji na jakimś, przeważnie znanym już i zbadanym, polskim zadupiu. Wiecie: las, trzy kilometry do najbliższego sklepu, lokalny akwen oferujący głównie zimną wodę, lokalna aura oferująca głównie deszcz, lokalna fauna obfitująca w ślimaki, kleszcze i komary (z czego te ostatnie wadzą mi najmniej).Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji #3

IMG_5563
To rzecz jsna nie jest nasza łódka, ale jest malownicza

Wycieczka nad Jezioro Szkoderskie jest bardzo relaksująca. Z autokaru pakują nas na łódkę, na której pijemy rakiję (Mateusz jeden łyk, ja jeden kieliszek) i wino, jemy słodycze z miodem i ser, a potem skaczemy do wody tak ciepłej, jakby ktoś ją nam nalał do wanny. Pływamy w grupie, ławicą turystów. Później łódka dowozi nas do miejscowości, w której ma się znajdować muzeum z wypchanymi zwierzętami, ale się nie znajduje. Kobieta w informacji turystycznej, umalowana jak vlogerka urodowa, sugeruje, byśmy pojechali tam autobusem, czego jednak nie robimy, bo rezydentki nie dały nam na to dość czasu wolnego. Zamiast tego idziemy do restauracji, gdzie zamawiamy endemiczną ukleję z surówką i ziemniakami, a także powodujemy mętlik w głowie kelnera, mówiąc do niego jednocześnie najlepszą amerykańską angielszczyzną Mateusza i moim kreatywnym ogólnosłowiańskim. Po angielsku pracuję, na urlopie chcę być jak Niania Ogg: pojedyncze lokalne słowa, prosty polski, dużo pokazywania palcem. Bawi mnie to.Czytaj dalej »