Pamiętniki z wakacji #3

IMG_5563
To rzecz jsna nie jest nasza łódka, ale jest malownicza

Wycieczka nad Jezioro Szkoderskie jest bardzo relaksująca. Z autokaru pakują nas na łódkę, na której pijemy rakiję (Mateusz jeden łyk, ja jeden kieliszek) i wino, jemy słodycze z miodem i ser, a potem skaczemy do wody tak ciepłej, jakby ktoś ją nam nalał do wanny. Pływamy w grupie, ławicą turystów. Później łódka dowozi nas do miejscowości, w której ma się znajdować muzeum z wypchanymi zwierzętami, ale się nie znajduje. Kobieta w informacji turystycznej, umalowana jak vlogerka urodowa, sugeruje, byśmy pojechali tam autobusem, czego jednak nie robimy, bo rezydentki nie dały nam na to dość czasu wolnego. Zamiast tego idziemy do restauracji, gdzie zamawiamy endemiczną ukleję z surówką i ziemniakami, a także powodujemy mętlik w głowie kelnera, mówiąc do niego jednocześnie najlepszą amerykańską angielszczyzną Mateusza i moim kreatywnym ogólnosłowiańskim. Po angielsku pracuję, na urlopie chcę być jak Niania Ogg: pojedyncze lokalne słowa, prosty polski, dużo pokazywania palcem. Bawi mnie to.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji #2

IMG_5553Do Kotoru wybieramy się na własną rękę, pekaesem, który tu rzecz jasna nie może się nazywać pekaes, tylko jakoś inaczej, ale nie wnikamy w to. Kupujemy bilety i jedziemy. Na miejscu włóczymy się trochę po starówce, Mateusz robi zdjęcia mnie, a ja otoczeniu. Koło południa postanawiamy obejrzeć górującą nad miastem twierdzę. „Ludzie z dziećmi idą, pewnie łatwa trasa” — myślimy. Mylimy się.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji #1

„To wygląda jak, kurwa, Kołobrzeg” — mówi Mateusz, wyciągnąwszy naszą walizkę na chodnik. Nie jest to Komplement ani dla Budvy, ani tym bardziej dla Kołobrzegu. Ja tam nie wiem. W Kołobrzegu byłam ostatnio piętnaście lat temu, jesienią. Ale niech sobie wygląda jak chce. Mnie to nie zniechęca. Mam głębokie postanowienie, że nic mnie nie zniechęci. Stoję spokojnie na chodniku i czekam, aż zaprowadzą nas do pokoju, marzę bowiem o prysznicu.Czytaj dalej »

Lemur zły

Jestem dziś tak nerwowa i napięta, że chwilami sama mam siebie dość. Mateusz sugeruje, że to nerwy związane z nadchodzącą podróżą. Ja powstrzymuję się od zasugerowania mu, żeby się odpieprzył. Po co mam się na nim wyżywać? Mnie nie zrobi się lepiej, a jemu będzie gorzej.Czytaj dalej »

Lemurzy poradnik podróżny

10621240_jelcz-043-wz-07a
źródło: https://ficek97.flog.pl/archiwum/albumy/

Lipiec. Sezon urlopowy. Zapewne wiecie, co to oznacza dla blogerów: silną i gwałtowną potrzebę wytłumaczenia wam, jak się spakować na wakacje, wynikającą zapewne z tego, że dotychczas żyliście pod kamieniem i nie oddalaliście się od rzeczonego kamienia na więcej jak pół kilometra. Nie ukrywam, że ja również odczuwam tę potrzebę i nie zamierzam zwlekać z jej zaspokojeniem. Podejrzewam jednak, że ktoś powiedział wam już w tym roku o przelewaniu kosmetyków do małych opakowań i wypychaniu kapelusza skarpetkami. Prawdopodobnie zajęliście już też stanowisko w dyskusji o wyższości prania na miejscu nad pakowaniem ubrań na każdy dzień*. Być może jednak chcielibyście dowiedzieć się, jak przygotować się na długą, tj. przynajmniej kilkunastogodzinną, podróż autokarem.Czytaj dalej »

Przed urlopem

reproduction-oil-paintings-fernando-botero69

Udało mi się ostatnio zorganizować wakacje. Wszystko popłacone, porezerwowane, urlop zaklepany. Rzecz jasna nie wybieram się tam, gdzie miałam się wybrać, ponieważ to się po prostu nie zdarza. Zawsze następuje jakaś zmiana planów. Nie przeszkadza mi to. Dopóki jadę w jakieś ciepłe miejsce z równie ciepłym morzem, plażą, niechby i była kamienista, niechby i betonowa, i czymś do zwiedzania w okolicy, jest mi zasadniczo wszystko jedno, gdzie dokładnie się ono znajduje. Byle nie w Polsce. W Polsce akweny są za zimne, okrzyki sprzedawców tego i owego zbyt zrozumiałe, realia zbyt dobrze znane.Czytaj dalej »

Monotonny żywot lemura

Ostatnio nie dzieje się nic, o czym warto byłoby pisać. Przez jakiś tydzień z przyczyn mi nieznanych zachowuję się jak bohaterka komedii, jednej z tych, które wcale mnie nie śmieszą, to znaczy wysyłam stryjence niewłaściwy list, na sernik kupuję cukier w kostkach, ale za to nie kupuję sera, publicznie wywalam się na tyłek, etc. Powoli zaczynam obawiać się że zacznę słyszeć ten charakterystyczny śmiech z offu, śmiech martwych ludzi, ale zamiast tego po prostu mi przechodzi, równie nagle jak się zaczęło.Czytaj dalej »

Migawki z lata w mieście

Są takie momenty, nieszczególnie ważne, niemające w szerszym kontekście żadnego znaczenia, których nie da się uchwycić na zdjęciu z telefonu, choćby się godzinę wybierało odpowiedni filtr. A chciałoby się, tak bardzo by się chciało zamknąć je w jakiejś skondensowanej formie, tak, żeby móc je po prostu pokazać, że masz, proszę, było się w okolicznościach takich to a takich, poczuto to i tamto, pomyślano siamto i owamto, pozostaw lajeczka, dziękuję.Czytaj dalej »

Co czytać we wakacje?

Obraz Fernando Botero
Obraz Fernando Botero

Ja wiem, że jeśli nie jest się maturzystą, to do wakacji ma się jeszcze kupę czasu, lecz w mym lemurzym umyśle temat ten pojawił się już w marcu, kiedy to rozesłano maila z poleceniem uzupełnienia stosownej tabelki, i tkwi tam uparcie. Co ja zresztą mówię, jakie wakacje, za stara już jestem na to, ja, kobieta pracująca! Dla mnie już tylko urlop.

A urlop, jak bym go nie spędzała, jest u mnie okresem wzmożonego czytelnictwa. Mam czas, oczy wypoczęte, nie trzeba rano wstawać, można do dowolnie późnych godzin nocnych pogrążać się w lekturze, a potem kontynuować w godzinach dziennych, czy to nad wodą, czy to w środku lokomocji pokonującym nieznane krainy*. Pozostaje tylko pytanie: co czytać?Czytaj dalej »