Lemur na ślubnym kobiercu. Część druga

W zasadzie całą tę imprezę odespałam dopiero teraz. Miałam napisać tę notkę wczoraj wieczorem, ale przed dziewiątą położyłam się na godzinkę i wstałam dziś o siódmej rano. Podobno mąż* próbował mnie budzić, ale byłam twarda i nie dałam się. Wstałam za to wypoczęta i radosna niczym skowronek. Konieczność zmierzenia się z niezbyt wdzięcznym tłumaczeniem nieco tę radość przyćmiła, nie zagłębiajmy się w to jednak. Doskonale wiem, że mogę na temat niezbyt wdzięcznych tłumaczeń wypowiadać się długo i obficie. Wiem również, że kompletnie was to nie interesuje, przejdę zatem do tematu właściwego, czyli dalszej części przygotowań do ślubu.Czytaj dalej »