Mądrości internetów

Jak powszechnie wiadomo, by podkreślić szczególną mądrość i doniosłość jakiegoś stwierdzenia, należy je zapisać w formacie .jpg, a potem wrzucić w internet. Dla lepszego efektu można przypisać rzeczone stwierdzenie jakiejś znanej osobie. Większa szansa na szery i lajeczki, co doskonale rozumiem, ponieważ jako blogerka potrafię szery i lajeczki docenić.Czytaj dalej »

Co czytać we wakacje?

Obraz Fernando Botero
Obraz Fernando Botero

Ja wiem, że jeśli nie jest się maturzystą, to do wakacji ma się jeszcze kupę czasu, lecz w mym lemurzym umyśle temat ten pojawił się już w marcu, kiedy to rozesłano maila z poleceniem uzupełnienia stosownej tabelki, i tkwi tam uparcie. Co ja zresztą mówię, jakie wakacje, za stara już jestem na to, ja, kobieta pracująca! Dla mnie już tylko urlop.

A urlop, jak bym go nie spędzała, jest u mnie okresem wzmożonego czytelnictwa. Mam czas, oczy wypoczęte, nie trzeba rano wstawać, można do dowolnie późnych godzin nocnych pogrążać się w lekturze, a potem kontynuować w godzinach dziennych, czy to nad wodą, czy to w środku lokomocji pokonującym nieznane krainy*. Pozostaje tylko pytanie: co czytać?Czytaj dalej »

Znaki szczególne mieszkańca Krakowa

szkieletor_wawel
źródło: http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/8276a8f77f83732b.html

Wszyscy wiedzą, jak rozpoznać rodowitego Krakusa. Wystarczy powiedzieć przy nim, że idzie się na dwór (ledwo mi to przeszło przez klawiaturę), a sam rozwieje wszelkie wątpliwości. Lecz jeśli chodzi o długoletniego mieszkańca, który niekoniecznie mieszka tu od pokoleń, sprawa jest bardziej skomplikowana. Istnieją jednak pewne nieomylne znaki mogące pomóc w identyfikacji. Czytaj dalej »

Pięć drobiazgów, które w wykonaniu bliźnich doprowadzają mnie do białej gorączki

IMG_3354Bardzo lubię takie listy. Chyba nie jestem w tym osamotniona, bo na wszelkich forach rozrastają się one do ogromnych rozmiarów. Jest to przy tym temat lekki, łatwy i przyjemny, co w bieżącym tygodniu stanowi szczyt moich możliwości. Mam gdzieś na dysku pół poważnej i niezbyt wesołej notki, nie jestem jednak w stanie jej dokończyć. Wymaga za dużo myślenia.

Wracając do tematu, są takie zachowania, przeważnie najzupełniej niewinne, które irytują mnie o wiele bardziej niż powinny.Czytaj dalej »

Przeczytane w lutym

Jak pisałam miesiąc temu, postanowiłam prowadzić listę przeczytanych w 2015 książek. Z kronikarskiego obowiązku przedstawiam zatem sprawozdanie z lutego. Musicie wiedzieć, że jest to dla mnie pewne poświęcenie, bowiem po tygodniu ciężkiej pracy zakończonym potężnym piątkowym bólem głowy (dwa Ketonale forte dały mizerny efekt, a i w sobotę czułam się niezbyt kwitnąco) nabrałam wstrętu do komputera. Doprawdy, nie sądziłam, że to mi się kiedyś przydarzy. W dodatku ból otępił mnie i spowolnił, więc zanim mogłam wreszcie zalec na wersalce boleści, minęło zdecydowanie więcej czasu, niż minąć powinno.

Oto bohatersko sporządzona przeze mnie lista:Czytaj dalej »

Przeczytane w styczniu

Nie jarają mnie akcje typu „Przeczytam 52 książki w 2015 roku”, nie mam bowiem potrzeby udowadniania czegokolwiek sobie ani światu. Wyzwanie to, a konkretnie pewna związana z nim dyskusja, zainspirowało mnie jednak do przeprowadzenia pewnego testu: chcę mianowicie sprawdzić, czy rzeczone 52 książki to dla mnie dużo czy mało. Jedni twierdzą, że normalnie pracująca osoba nie jest w stanie do tej liczby dobić, a inni przeciwnie, że i sto to nie problem. Ja nie potrafię tego oszacować, postanowiłam zatem zapisywać w kajeciku każdą przeczytaną pozycję, po czym publikować miesięczne zestawienie na niniejszym blogasku. Nie będę się w tym celu starać czytać więcej ani ambitniej, bo to nie o to chodzi, i przyznam się wam nawet do najgorszej szmiry, jaka trafi w me ręce.Czytaj dalej »